Chciałabym być obojętna

 

bukiet fioletowych goździków, akwarela

Marzy mi się obojętność. W takim dobrym znaczeniu, jako umiejętność dostosowania się do różnych, często sprzecznych sytuacji. Marzy mi się obojętność na uwagę innych - nieuzależniająca radość, gdy ją dostanę i niewymuszone pogodzenie się, gdy jej brakuje. Chciałabym, żeby ta obojętność wypływała z pogodzonej ze sobą samą mnie, z tak naturalnie ugruntowanej świadomości swojej wartości, że nie potrzeba by budować zależności od innych w sposób uzależniający. Takiego dobrego zachwytu nad sobą, że mogłabym z innymi być po prostu, a nie oczekująco. Obym kiedyś mogła powiedzieć, jak klasyk: "Nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem".

Tak napisałam na swoim prywatnym Instagramie w maju cztery lata temu. I uważam to za mój najpiękniejszy i najbardziej szczery tekst w moim ówczesnym epizodzie pisania tam. Dziś dalej podpisuję się pod tymi słowami, choć wydaje mi się, że jestem coraz bliżej tej pozytywnej obojętności. 

Uczę się kochać siebie. Uczę się nie zależeć od innych emocjonalnie. Uczę się tego, że moja wartość nie jest czymś podlegającym ocenie czy rosnącym lub malejącym. Jest stała. Jestem wartością, bo jestem - po prostu. Uczę się pozostawać w kontakcie ze sobą i nie szukać potwierdzenia w oczach innych, ale w swoim wnętrzu. Oczywiście, potrzebuję ludzi, potrzebuję moich bliskich i chcę tworzyć z nimi głębokie relacje, ale chcę też budować głęboką relację ze sobą. Wszyscy od siebie w pewnym stopniu zależymy - to piękne i potrzebne. Ale wiecie, o co chodzi w tym "wyzwoleniu". Tak właściwie to myślę sobie, że nie wyzwalam się od oceny innych, tylko właśnie od mojego postrzegania, które mnie niewoli. Od mojego podejścia, że znaczę coś wtedy, kiedy znaczę w oczach innych.

Jest coś interesownego w szukaniu swojej wartości w drugim człowieku. Bo czy wtedy czegoś od niego nie oczekuję? Czy nasza relacja nie opiera się na grze w wyrażanie i odbieranie akceptacji? Chcę być z innymi po prostu z miłości, a nie z potrzeby uzupełniania mojego wewnętrznego braku. Ten brak jest mój i ja jestem za niego odpowiedzialna. Uważam, że jest w każdym z nas takie niezapełnione miejsce, które woła o coś wyżej, więcej. I to jest dla mnie przestrzeń, której nie zapełni człowiek, choćby nie wiem jak był ukochany. Bo to nie jego rola.

Moje zachowanie w stosunku do innych jest coraz mniej wyuczone, a coraz bardziej naturalne - podoba mi się to i jest to dla mnie fair. Bardzo chciałabym dojść do tego rodzaju obojętności, która spowoduje, że będzie we mnie przeświadczenie "ja jestem OK i Ty jesteś OK". Że ucieszę się, że ktoś mnie pochwali, pewnie trochę zasmucę, gdy mnie zgani, ale nie zaważy to na moim poczuciu wartości. Że gdy ktoś mnie nie zauważy, zapomni mojego imienia, będzie wolał rozmawiać z kimś innym - to będzie OK. Gdy powie, jak bardzo mnie lubi, będzie szukał kontaktu ze mną, pochwali za coś - to też będzie po prostu OK.

Tak sobie myślę, że to element przyjmowania i kochania życia, siebie i drugiego człowieka takim, jakim jest. 

Ściskam
Kasia L.

4 comments

  1. Od jakiegoś czasu dosyć popularny w Polsce stał się slogan "I am enough" (odmieniany przez różne osoby). Wydaje mi się, że on w pełni oddaje to, o czym wspominasz w tym dzisiejszym wpisie. :)

    Bądźmy dla siebie dobrzy (dla nas samych i do siebie nawzajem)! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, Twoja dojrzałość emocjonalna i naprawdę głębokie, w jak naj mniej wyświechtanym tego słowa znaczeniu,refleksje naprawdę do głębi mnie urzekają. Dobrze, że jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zu, bardzo dziękuję za przemiłe słowa, z serduszka! 🤗 I dobrze, że Ty jesteś!

      Usuń