wczesnym rankiem - codzienność młodej mamy, polonistki i bibliotekarki
  • STRONA GŁÓWNA
  • CODZIENNOŚĆ
    • Radości
    • Refleksje
    • Organizacja
    • Chwila dla siebie
    • Z pamiętnika
  • KREATYWNIE
    • Opowiadania
    • Dom
    • Sztuka
  • POLONISTYKA
    • Pisanie
    • Książki
    • Studia polonistyczne
      i edytorstwo
  • OKOŁOPSYCHOLOGICZNE
  • POLECAM
  • O MNIE I BLOGU / KONTAKT
nowy wpis w każdy wtorek o 19:00


 

kolorowe cukierki, akwarela

Lato w pełni, a co za tym idzie - ochota na lżejsze posiłki i brak potrzeby zimowego kumulowania energii. W związku z tym ponownie nabrałam motywacji do modyfikacji niektórych moich nawyków żywieniowych. Po prostu, żeby nieco lepiej mi się na co dzień funkcjonowało. Na tapet wszedł mój odwieczny towarzysz doli i niedoli: cukier.

Jeżeli chodzi o słodycze, jestem bardzo dosłowna i nigdy nie nazwałabym nutellą czegoś, co zostało zrobione z awokado, bananów i kakao. Przecież wiadomo, że nutella to głównie cukier i tłuszcz palmowy i na tym, niestety, polega jej wspaniały smak. Po co zdrowe zamienniki nazywać tak samo i tylko się rozczarować? One też potrafią być pyszne, ale nie można oczekiwać od nich smaku identycznego jak w chemicznym oryginale. 

Miałam już niejedną przeprawę z odstawianiem słodyczy. Moje sposoby na ich eliminowanie z diety nie będą niczym odkrywczym - niejedno już przecież napisano w tym temacie - ale jeżeli na mnie, uzależnioną od cukru, jako tako działają, to jest duże prawdopodobieństwo, że na Was też zadziałają.

Chciałabym podkreślić, że ograniczam słodycze nie ze względu na wagę czy problemy zdrowotne, ale w celach profilaktycznych - w związku z tym przedmiotem tego wpisu nie jest wskazanie, w jaki sposób wyeliminować z diety cukier (który jest również w owocach czy innych produktach "zdrowych") czy jak schudnąć lub jaką dietę stosować przy określonych chorobach. Wychodzimy z punktu osoby ogólnie zdrowej, która chce poprawić swoje nawyki żywieniowe. W innym przypadku oczywiście zalecam konsultacje u specjalistów - dietetyków, lekarzy itp. Ale to pewnie oczywiste :)

No to lecimy:

1. Nie radykalność, ale wyrozumiałość

Masz ochotę na coś słodkiego? Wybieraj zdrowsze słodycze, które nie mają w sobie takich składników jak olej palmowy/olej kokosowy, oleje utwardzone, syrop glukozowo-fruktozowy. Doskonale sprawdzi się czekolada (byle bez smakowego nadzienia), niektóre ciasteczka i jogurty/serki, a najbardziej - domowe wypieki!

Możesz też zastanowić się, z której porcji cukru najłatwiej Ci zrezygnować, a w miejsce tego pozwolić sobie na drobną słodką przekąskę w ciągu dnia. W moim przypadku było to słodzenie kawy i herbaty. Z dnia na dzień przestałam słodzić i bardzo szybko się odzwyczaiłam! Teraz już nawet nie smakują mi z cukrem. Każdy ma co prawda inne preferencje, ale wydaje mi się, że stosunkowo łatwo jest też zrezygnować z napojów słodzonych, które oprócz tony cukru często zawierają w sobie inne niezdrowe składniki. Zastanów się, co jest dla Ciebie przyzwyczajeniem, z którego może nawet nie zdajesz sobie sprawy, a które mógłbyś/mogłabyś bez większych trudów wyeliminować. To już coś!

2. Atrakcyjne zamienniki "kupnych" słodyczy

Już od kilku lat zbieram pomysły i testuję zdrowe alternatywy dla produktów, które kuszą mnie w sklepie, gdy mam ochotę na coś słodkiego. Zamiast batoników, ciastek i drożdżówek można przygotować sobie całkiem sporo szybkich i satysfakcjonujących w smaku przekąsek. Chętnie podzielę się kilkoma przepisami. Część z nich wymyśliłam sama, część znalazłam w Internecie i przetestowałam, a część poleciła mi rodzina i znajomi. Wszystkie jadłam i polecam!

  • batoniki i pralinki
Wystarczy zblendować ze sobą dwa składniki: daktyle (najlepiej wcześniej namoczone) i masło orzechowe, uformować kuleczki lub prostokąty i włożyć do lodówki. Można też do nich dodać wiórki kokosowe, cynamon, siemię lniane - opcji jest wiele.
  • budyń z kaszy jaglanej
Tutaj potrzebujemy ugotowanej kaszy jaglanej (można ją ugotować na kilka dni do przodu i trzymać w lodówce), bananów, mleka i kakao. Należy to wszystko podgotować, a następnie zblendować. Masa powinna być dosyć gęsta - jak budyń.
  •  shake w stylu McDonald's
To moje odkrycie zeszłego lata, bo ten shake naprawdę smakuje jak z McDonalda. Tutaj potrzebujemy mrożonych bananów (najlepiej przed mrożeniem pokroić je na kawałki), odrobiny mleka, masła orzechowego i kakao. Sposób przygotowania jest taki jak we wszystkich innych przepisach: blendujemy i gotowe! Zblendowane mrożone banany dają wspaniałą szejkową konsystencję i ochłodę w gorące dni.
  • lody domowej roboty
Ponownie potrzebujemy mrożonych bananów... i tylko ich. Po zblendowaniu powstają pyszne lody! Można też kombinować z różnymi dodatkami: kakao, mrożonymi owocami (tu uwaga na owoce wodniste, żeby nie zmieniły konsystencji), orzechami, wiórkami kokosowymi - dodając je, stworzymy różne smaki.
  • domowa granola
Jedyny przepis bez użycia blendera ;) Naszą bazą będą płatki owsiane górskie. Do nich dodajemy, zależnie od upodobań: orzechy, suszone owoce, wiórki kokosowe, kandyzowaną skórkę pomarańczową, otręby, siemię lniane, kawałki gorzkiej czekolady itp. To wszystko mieszamy z dodatkiem miodu lub dżemu (który będzie to wszystko "sklejał") i wsadzamy do piekarnika na ok. 20 minut - aż do przypieczenia i utworzenia kawałków chrupiącego musli.

Oprócz tego mam kilka produktów, które można jeść od razu, bez przetwarzania:

  • bakalie, szczególnie bardzo słodka morwa biała, ale też przypominająca kwaśne żelki suszona żurawina, czasem śliwka i słodziutkie, kojarzące mi się z cukierkami daktyle

  • miód - warto kupować go ze sprawdzonych źródeł, by mieć pewność, że zachowuje swoje składniki odżywcze; najlepiej jeść go na zimno (w temp. powyżej 40 stopni traci swoje właściwości)

  • dżemy 100% owoców

  • niektóre owoce - szczególnie dobrze w zaspokajaniu słodyczowego głodu sprawdzają się banany, melon, a latem arbuz

Jeżeli zaś nic sobie nie przygotowaliśmy np. do pracy czy szkoły, i po prostu musimy kupić coś w sklepie, to polecam batony na bazie daktyli i orzechów. Nie są dodatkowo słodzone, a zawierają białko i węglowodany, tym samym nie tylko zaspokajają pragnienie słodkiego, ale też odżywiają. 

3. Monitorowanie nawyków zamiast zajadania stresu

Chęć zjedzenia czegoś słodkiego nie zawsze musi wiązać się tyle z przyzwyczajeniem organizmu do zwiększonego przyjmowania cukrów prostych, ile z wypracowaniem nawyku, rutyny jedzenia słodyczy. Ja np. uwielbiam przekąsić coś słodkiego do porannej kawki. Często słyszałam od palaczy, że czują się nie tyle uzależnieni od tytoniu, co od swoich rytuałów związanych z paleniem - wyjściem na balkon po powrocie do domu i chwilą dla siebie z papierosem, przerwami w pracy itp. Chciałabym powiedzieć, że to nadużycie porównywać papierosy do słodyczy, ale niestety należy zdać sobie sprawę z tego, że cukier też jest nałogiem, który potrafi nieźle wciągnąć i zaszkodzić organizmowi.

Dlatego warto zastanowić się, co dają mi słodycze? Dlaczego tak mnie kuszą? Czy jest jakaś pustka, którą nimi zapełniam? Jaki nowy (zdrowszy) nawyk mogłabym wprowadzić w miejsce tego starego?

ozdobna linia roślinna, akwarela

Podsumowując, jestem zwolenniczką zdrowego umiaru :) Przynajmniej w moim przypadku kiepsko działa podjęcie radykalnych środków, tj. zupełne odrzucenie słodyczy. Może z czasem wyeliminuję je ze swojej diety, ale na razie sobie na nie pozwalam, starając się po prostu w jak największej mierze zastąpić je zdrowszymi alternatywami.

A Ty jak radzisz sobie ze słodyczami? Może masz dla mnie jakieś wskazówki? Zapraszam do podzielania się w komentarzu!

Ściskam
Kasia L.

dwie połówki awokado, akwarela

Jak widać nie zawsze łapią mnie głębokie życiowe rozkminy i czasem mam ochotę napisać o czymś przyziemnym - ale również życiowym! ;) Już od dłuższego czasu chciałam się podzielić z Wami aplikacjami, które sprawdzają się w mojej codzienności. Początkowo miał to być post na IG, ale stwierdziłam, że taki luźny wpis przyda się i tutaj.

A więc, nie przedłużając, prezentuję listę aplikacji na telefon, z których regularnie korzystam. Są to apki na Android, ale myślę, że przynajmniej część z nich jest dostępna również w iOS. Pomijam oczywiście takie aplikacje social mediów czy bankowości, których też używam na co dzień, ale te każdy zna i nie ma sensu o nich pisać. Skupię się na takich moich ułatwiaczach życia.

1. Notatki

Na pierwszy ogień idzie najbardziej podstawowe narzędzie. Nie mam tu na myśli żadnej konkretnej aplikacji, ale jakąkolwiek, która pozwoli na tworzenie notatek z tytułami i checklist - to bardzo ułatwia życie na zakupach czy gdy chcesz coś zapamiętać, a nie masz przy sobie nic oprócz telefonu. Razem z kalendarzem są to takie narzędzia, które pomagają mi trzymać głowę na karku, gdy nie mam przy sobie papieru (bo na dłuższą metę wolę jednak notesy i kalendarze w wersji papierowej).

2. Mindy

Testowałam wiele aplikacji do medytacji i treningu uważności - ta sprawdza mi się najlepiej. Ma wiele zalet: jest w języku polskim, lektorzy mają bardzo przyjemny i naturalny głos, mimo że oczywiście jest płatna wersja premium, to ta darmowa dostarcza i sporo ciekawych sesji. Sesje są krótkie i rzeczowe, podzielone na treningi np. tygodniowe. Mindy wydaje mi się odpowiednikiem angielskiej apki Headspace, której darmowa wersja zawiera niestety tylko kilka materiałów. Ponadto podoba mi się ujęcie, w którym prowadzący widzą trening uważności - pod kątem typowo psychicznym. Piszę o tym, bo w temacie tego typu medycji łatwo o przejście do aspektu duchowego (szczególnie religii Wschodu), czego zupełnie nie szukam, robiąc trening. Mindfulness powinien odnosić się tylko do psychiki i pomagać uzyskać skupienie i akceptację chwili.

3. Fixly

Aplikacja, na której ogłaszają się fachowcy od remontów oraz osoby, które ich szukają. Nie trzeba szukać w necie numerów, potem dzwonić, dogadywać się i liczyć, że znajdzie się termin na szybciej niż za pół roku. Wystarczy zalogować się, wybrać usługę remontową, którą chce się mieć wykonaną, czas w jakim ma być zrobiona i czekać, aż fachowcy sami się odezwą! Ja dzięki tej aplikacji załatwiłam remont balkonu od wrzucenia ogłoszenia do zakończenia prac w niecałe dwa tygodnie. Usługodawcy mają swoje profile, na których ludzie oceniają ich pracę, więc jest spore prawdopodobieństwo, że trafi się na osobę, która wykona remont dobrze. W ciągu 10 minut od wrzucenia ogłoszenia odezwało się do mnie ośmiu usługodawców. Polecam!

4. PlantNet i PictureThis

Przydatne aplikacje dla fanów roślin. Pierwsza z nich pomaga zidentyfikować roślinę po zrobieniu zdjęcia jej liścia, kwiatu, owocu, kory czy całości. Druga działa na podobnej zasadzie, ale ma za zadanie zdiagnozować, z jakiego powodu marnieją nasze domowe rośliny doniczkowe. Oprócz automatycznej diagnozy, można także poprosić o dodatkową diagnozę rzeczywistych użytkowników i dowiedzieć się, co robić, by roślinka odżyła.

5. CycleDroid

Licznik prędkości, przemierzonych kilometrów, czasu treningu oraz wielu innych parametrów. Dodatkowo pokazuje mapę zrobionej trasy. Przydaje mi się na wycieczkach rowerowych - pomiary są całkiem dobre, jest też prosty w obsłudze.

6. Aplikacje, które pomagają mi w pracy nad blogiem i social mediami

  • Canva - program umożliwiający tworzenie szybko i w prosty sposób pięknych grafik. Daje spore możliwości i jest intuicyjny. Ma też dużą bazę szablonów, w których można podmienić każdy element i kolor. Bardzo sprawdza mi się w codziennej pracy

  • Background Eraser - apka do szybkiego i bezproblemowego usuwania tła z obrazów ręcznie lub automatycznie; bardzo dobrze wychwytuje tło

  • Just Palette - pomaga dobrze dobierać do siebie kolory; tworzy palety czterech pasujących do siebie kolorów wraz z ich kodami HEX i RGB. Każdy kolor można zablokować i dopasować do niego inne; można również wybrać, czy chcemy paletę w ciepłych, chłodnych kolorach, czy monochromatyczną. Narzędzie przydatne w tworzeniu identyfikacji wizualnej czy też do zwykłej inspiracji

  • YouCut - Video Editor - prosty i intuicyjny edytor filmików, zawierający całkiem sporo ciekawych funkcji; wystarczający dla amatorów takich jak ja

  • Rozdzielacz wideo - bardzo pomocna apka przy nagrywaniu filmików na InstaStories; za jej pomocą można podzielić dłuższy filmik na kilka odcinków trwających dowolną ilość czasu

ozdobna linia roślinna, akwarela

To tyle ode mnie. Być może któraś z wymienionych aplikacji Wam się przyda i nieco ułatwi lub ubarwi Waszą codzienność :)

Ściskam
Kasia

serce, 5 języków miłości, akwarela

Dlaczego druga osoba mówi mi, że nie czuje się kochana, mimo że przecież okazuję jej miłość? Skąd tyle konfliktów w moim małżeństwie? Jak mogę lepiej wyrażać miłość? Czego ja sam(a) w relacji potrzebuję? Co dalej, gdy mija zakochanie? I w końcu: czy da się kochać kogoś, kogo się nienawidzi?

Ten wpis jest ważny. Teoria, którą zaraz spróbuję przedstawić, jest naprawdę pomocna w poznaniu siebie, a także okazywaniu miłości partnerowi/partnerce i innym bliskim osobom. Jej poznanie wiele mi rozjaśniło i nauczyło słuchać i widzieć lepiej potrzeby drugiego człowieka. 

Ja teorię 5 języków miłości gdzieś zasłyszałam, parę ładnych lat temu. Już wtedy ją doceniłam i wprowadziłam do swojego życia. Ostatnio zaś uzupełniłam ją o wiedzę źródłową - przeczytałam książkę "5 języków miłości" autora koncepcji, amerykańskiego psychoterapeuty Gary'ego Chapmana. W dalszej części postu postaram się przybliżyć założenia oraz sposoby realizacji, posługując się wspomnianą książką i moimi doświadczeniami. 

ozdobna linia roślinna, akwarela

Chapman, przez wiele lat praktykując pomoc parom w kryzysach, doszedł do wniosku, że problemy w związkach układają się w kilka logicznych zakresów - ściślej rzecz biorąc, w pięć. Na poziomie tych pięciu obszarów powstają nieporozumienia i napięcia między małżeństwami. Wprowadzając do terapii przyjęte przez siebie założenie, Chapman odkrył, że skutecznie pomaga wielu parom. W ten sposób powstała jego koncepcja pięciu języków miłości.

Zakłada ona, że każdy człowiek okazuje i przyjmuje miłość w jeden z pięciu sposobów, nazywany językiem ojczystym, oraz często posługuje się drugim dodatkowym językiem. Poczucie pustki w relacji, bycia niekochanym, zaniedbanym wynika z tego, że partner/partnerka nie mówią do Ciebie językiem, który jest Twoim ojczystym. Podobnie w drugą stronę: możesz okazywać miłość drugiej osobie na różne sposoby, ale jeżeli nie okazujesz jej w sposób, który jest dla tej osoby najbardziej naturalny - może nie odczuwać tego, co chcesz jej przekazać. Staje się to szczególnie problematyczne, gdy (zwykle po mniej więcej dwóch latach związku) wygasa zakochanie.

Chodzi więc o to, aby odkryć swoje języki miłości, nauczyć się mówić językami drugiej osoby (jeśli są różne od Twojego, co często się zdarza) i w ten sposób dbać o to, by jej zbiornik miłości był regularnie napełniany.  

Wierzę, że najbardziej podstawową potrzebą emocjonalną jest pragnienie bycia kochanym (...) Dzięki napełnionym zbiornikom na miłość [małżonkowie] mogą pracować nad swoimi konfliktami w sposób znacznie bardziej twórczy i znajdować skuteczne rozwiązania*.

Do rzeczy. Jakie są języki miłości?


1. Wyrażenia afirmatywne

Jednym ze sposobów emocjonalnego wyrażania miłości jest używanie budujących słów. Król Salomon, autor starożytnych biblijnych ksiąg dydaktycznych, napisał: "Życie i śmierć są w mocy języka". Wiele par nie jest świadomych niezwykłej mocy wzajemnej werbalnej afirmacji. Tymczasem Salomon zauważył również: "Smutek przygnębia serce człowieka, rozwesela je dobre słowo".

Są to wszelkiego rodzaju pochwały, komplementy - po prostu miłe słowa uznania skierowane do drugiej osoby. Ważne, żeby były szczere i konkretne. Jeżeli jest to język ojczysty Twojej partnerki/partnera, ćwicz posługiwanie się nim poprzez dostrzeganie małych i dużych pozytywów w codziennym życiu z nią/nim i mów o tym na bieżąco. 

Chapman spośród wyrażeń afirmatywnych wyróżnia: komplementy, słowa ośmielające, uprzejme słowa, słowa pełne pokory oraz pozostałe formy afirmacji. Jak widać możliwości jest wiele, a kluczem wydaje się szczerość i różnorodność.

Przykłady wyrażeń afirmatywnych:

  • Dziękuję, że to dla mnie zrobiłeś/aś.
  • Widzę, że to dla Ciebie trudne i doceniam, że mimo to robisz to.
  • Pięknie wyglądasz w tej sukience/koszuli, podkreśla Twoją karnację!
  • Potrafisz mnie rozbawić!
  • Czuję się przy Tobie bezpiecznie.
  • Bardzo ciekawie opowiadasz.

2. Dobry czas

Jako "dobry czas" rozumiem całkowite skupienie się na kimś. Nie mam na myśli siedzenia na kanapie i wspólnego oglądania telewizji. Gdy spędzasz czas w ten sposób, twoja uwaga skupiona jest na danym programie, nie zaś na współmałżonku. Chodzi mi o siedzenie obok siebie, przy wyłączonym telewizorze, patrzenie sobie w oczy i rozmawianie, całkowite skupienie się na sobie nawzajem. Warto też pójść na spacer tylko we dwoje albo wybrać się na kolację, patrzeć na siebie i rozmawiać.

Ten język miłości dotyczy czasu spędzanego wspólnie, ale nie przypadkowego, przy Netflixie scrollując media społecznościowe. Chodzi tu o wartościowy czas, w którym skupiasz się tylko na drugiej osobie. Osoby posługujące się tym językiem poczują się kochane właśnie przez to, że podarujesz im 100% uwagi z kawałka swojego dnia i angażujesz się w tym czasie tylko w relację z nimi. Mogą to być oczywiście rzeczy zarówno mniejsze, jak i większe - byle regularnie (co zresztą dotyczy wszystkich języków miłości).

Gdy siedzę z moją żoną i przez dwadzieścia minut skupiam się tylko na niej, a ona robi to samo dla mnie, oddajemy sobie po dwadzieścia minut życia. Ten czas już nigdy do nas nie wróci, każde z nas oddaje drugiemu swoje życie. To bardzo wyrazisty sposób komunikowania miłości.

Przykłady dobrego czasu:

  • wyłączenie telefonów i rozmowa w cztery oczy 
  • zapytanie "Jak minął Ci dzień?" czy "Jak się dziś masz?" i skupienie się tylko na osobie, ustosunkowanie się do odpowiedzi
  • zaproponowanie wspólnego wyjścia do kina, a potem podzielenie się wrażeniami przy herbacie
  • piknik w parku
  • poważne i mniej poważne rozmowy w łóżku przed snem
  • wspólny posiłek bez rozpraszaczy
  • wspólna aktywność fizyczna

3. Przyjmowanie podarunków

I nie chodzi tu wcale o naszyjniki z diamentami raz w miesiącu. Prezentem może dużo więcej niż myślisz, ogranicza Cię tylko wyobraźnia. Chodzi o to, żeby darując coś drugiej osobie, wyrazić tym samym miłość do niej - ona, jeżeli posługuje się tym językiem, odbierze każdą małą niespodziankę jako wyraz Twojej troski i tego, że o niej myślisz. 

Dar to coś, co możesz wziąć w ręce i powiedzieć: "On myślał o mnie" albo: "Pamiętała o mnie". Musisz rzeczywiście o kimś myśleć, żeby dać mu podarunek. Sam dar jest symbolem tego myślenia. Nie jest ważne to, czy kosztował dużo pieniędzy. Ważne jest to, że o nim pomyślałeś. I nie chodzi tu wyłącznie o myśl zamkniętą w umyśle, ale o myśl wyrażoną poprzez zabezpieczenie prezentu i przekazanie go jako wyrazu miłości.

Przykłady podarunków:

  • karteczka "Dobrego dnia!" dorzucona do pudełka z drugim śniadaniem do pracy
  • muszelka znaleziona podczas spaceru na plaży
  • ulubiona słodycz czy przekąska kupiona przy okazji zakupów, na które się wybrałeś/aś

  • wszelkiego rodzaju własnoręcznie wykonane prezenty: kartki okolicznościowe, album ze zdjęciami, płyta CD z Waszymi ulubionymi piosenkami, uszyta samodzielnie maskotka itd.

Jeżeli zaś chodzi o święta, urodziny, rocznice i inne okazje, myślę że dodatkowym atutem będzie sprawienie prezentu, o którym Twój partner/partnerka mówili kiedyś, że chcieliby dostać. Polecam spisywać sobie np. w telefonie pomysły, gdy akurat druga osoba wspomina, że coś by się jej przydało i przy okazji te pomysły realizować. Będzie to dodatkowo sygnał, że słuchasz osoby, na której Ci zależy.

4. Drobne przysługi

Michelle siedziała w salonie ze swoim laptopem. Słyszała dźwięki, które dochodziły z pomieszczenia gospodarczego, gdzie jej mąż Brad nadrabiał zaległości w praniu. Michelle uśmiechnęła się. Ostatnio Brad wysprzątał mieszkanie, ugotował kolację i zajmował się różnymi drobnymi sprawami, bo Michelle przygotowywała się do egzaminów końcowych na studiach. Michelle była z tego bardzo zadowolona. Czuła się... kochana!

Zbiornik miłości osoby, której językiem ojczystym są drobne przysługi, będzie się napełniał, gdy ta doświadczać będzie pomocy. Chodzi zarówno o codzienną pomoc przy obowiązkach domowych, jak i o inne wyrazy troski - pomoc w rozwiązaniu problemu, czasem wyręczenie w zrobieniu czegoś itp. Przez drobne przysługi można okazać wsparcie i partnerstwo w codziennym życiu.

Przykłady drobnych przysług:

  • naprawa kranu, z którą się zwlekało
  • odkurzenie mieszkania, mimo że nie lubi się tego robić
  • pomoc w niesieniu zakupów czy zrobieniu listy zakupów
  • zaproponowanie wyręczania w czymś, gdy druga osoba czuje się przeciążona
  • wyniesienie śmieci, gdy wiesz, jak bardzo druga osoba nie lubi tego robić
  • pomoc w nauce czy sprawach organizacyjnych
  • przyniesienie ciepłej herbaty przeziębionej partnerce/partnerowi

5. Dotyk 

Od dawna wiadomo, że dotyk jest jednym ze sposobów komunikowania miłości. Liczne badania dotyczące rozwoju dzieci doprowadziły do następujących ustaleń: dzieci, które się przytula i całuje, mają później zdrowsze życie emocjonalne niż dzieci, które przez długi czas są pozbawione kontaktu fizycznego (...) Dotyk jest też potężnym środkiem przekazywania miłości małżeńskiej. Trzymanie się za ręce, całowanie, przytulanie i akt płciowy to sposoby komunikowania miłości drugiej osobie. W przypadku niektórych osób dotyk to ojczysty język miłości - jeśli go brakuje, czują się niekochane. 

Dotyk może przybierać różne formy. W tym języku miłości chodzi po prostu o kontakt fizyczny. Jako osoba, której jest to język ojczysty mogę powiedzieć, że cieszą mnie słowa docenienia, dobry wspólnie spędzony czas czy drobne przysługi, ale szczególnie kochana czuję się właśnie wtedy, gdy ktoś mnie przytuli czy wyrazi swoją sympatię przez poklepanie po ramieniu lub zbicie piątki. Oto właśnie chodzi w wyrażaniu i odbieraniu miłości przez dotyk. 

Wszystko, co jest mną, zawiera się w moim ciele. Dotknąć mojego ciała oznacza dotknąć mnie. Odsunąć się od mojego ciała to zdystansować się ode mnie emocjonalnie.

Przykłady okazywania miłości przez dotyk:

  • buziak w policzek przy spotkaniu serdecznej przyjaciółki/energiczne podanie ręki kumplowi
  • objęcie ramionami partnera/partnerki po ciężkim dniu i wspólne leżenie bez słów
  • całus w usta przed wyjściem do pracy
  • wesołe szturchnięcie nogą pod stołem
  • poklepanie po ramieniu na pocieszenie czy wyraz aprobaty

ozdobna linia roślinna, akwarela

To, co dla mnie - oprócz samego wskazania i wyjaśnienia języków miłości - ważnego wypływa z książki Chapmana to, że MIŁOŚĆ TO WYBÓR. Zakochanie mija, fascynacja drugą osobą przeradza się w codzienność i prozę życia, która może być (i jest!) piękna, jeżeli podejmie się wysiłek i codziennie wybiera kochanie drugiej osoby. Chapman odpowiada w książce nawet na tak trudne pytanie jak to, czy da się kochać kogoś, kogo się nienawidzi.

Niech treść całego tego wpisu podsumuje sam autor "5 języków miłości":

Odkrywamy ojczysty język miłości naszego współmałżonka i postanawiamy się nim posługiwać, niezależnie od tego, czy przychodzi nam to łatwo (...) Robimy to dla jego lub jej dobra. Chcemy zaspokajać emocjonalne potrzeby współmałżonka i staramy się mówić jego językiem miłości. W ten sposób dbamy o napełnienie zbiornika na miłość i możemy liczyć na wzajemność oraz na to, że nasz współmałżonek przemówi naszym językiem. Gdy tak się stanie, odzyskujemy właściwe uczucia i nasz zbiornik na miłość też zaczyna się wypełniać. Miłość to kwestia wyboru i każde z nas może dokonać go już dziś.

ozdobna linia roślinna, akwarela

Na koniec jeszcze kilka miejsc, w których znajdziesz przydatne informacje dotyczące koncepcji:

  • książki:

G. Chapman, "Pięć języków miłości" - wersja podstawowa 

oraz wersje: dla singli, dla mężczyzn, "Pięć dziecięcych języków miłości", "365 dni z językami miłości"

  • filmy na YouTube:

Akrobatyka małżeńska [#20] Pięć języków miłości

RTCK Espresso [#2] 5 Języków Miłości (Gary Chapman)

  • testy:

wersja polska: https://mk-pl.github.io/5-jezykow-milosci/
wersja oryginalna (angielska): https://www.5lovelanguages.com/quizzes/love-language

ozdobna linia roślinna, akwarela

Mam nadzieję, że wpis Cię zaciekawił i że weźmiesz z niego coś dla siebie, a jeżeli koncepcja 5 języków miłości jest Ci już znana - może podzielisz się treścią z innymi.

Ściskam
Kasia L.

---
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: G. Chapman, 5 języków miłości. Tajemnica miłości na całe życie, tłum. J. Czernik, Kraków 2018.

pnącza żółto-pomarańczowych kwiatów, akwarela


Czyli co miłego mogę dziś zrobić dla siebie?


Ostatnimi czasy wpada mi do głowy całkiem sporo niekonwencjonalnych pomysłów na zadbanie o siebie. Nabieram przekonania, że liczą się drobnostki, liczy się codzienność. Stąd pomysł na opisanie pięciu niestandardowych pomysłów, którymi (mniejszym lub większym nakładem pieniężnym i czasowym) można samemu sobie okazać miłość, łagodność i troskę.

1. Masaż z Groupona

To najdroższa z propozycji, ale też najbardziej wyjątkowa. Zaoszczędzić pieniądze, zaplanować parę godzin tylko dla siebie, zarezerwować termin, pozwolić komuś pomóc Ci w zrelaksowaniu się - cała ta otoczka sprawia, że poczujesz, że robisz dla siebie coś wyjątkowego. 

Ostatnio z okazji 2. rocznicy ślubu zafundowaliśmy sobie z mężem taki właśnie prezent. To nie był tylko masaż - całość stała się dla nas swego rodzaju wydarzeniem, bo przy okazji zjedliśmy coś na mieście, wspólnie zaplanowaliśmy ten czas i na pewno będziemy go wspominać.

Polecam Groupon, bo można tam znaleźć pakiety w całkiem przystępnych cenach (na pewno korzystniejszych niż te kupowane bezpośrednio od hotelu/spa).

2. Poranny/wieczorny spacer i kawa z automatu

Na to wpadłam zupełnie spontanicznie. Od jakiegoś czasu staram się codziennie chodzić na spacery (o czym pisałam a propos noworocznych postanowień w tym poście: Stary rok, stara ja - nowy rok, nowa ja) i wyrabiać mniej więcej 8-10 tys. kroków dziennie. A że w weekendy nieco ciężej mi te kroki "nabić", to pewnej niedzieli rano postanowiłam wybrać się nad morze. 

Już samo to dało mi poczucie zadbania o siebie i zdrowej rutyny. A potem zobaczyłam automat do kawy. I zapragnęłam usiąść na plaży z gorącą kawą, obserwując innych spacerowiczów i spokojne tamtego dnia morze. Wróciłam naładowana i z myślą, że zrobiłam dla siebie coś miłego. Że zmotywowałam się do czegoś innego niż książka czy serial (choć i to oczywiście jest super). A to przecież taki drobiazg!

3. Dzień wolny bez powodu

To również jedna z moich "świeższych" praktyk. Kiedyś uważałam, że 20/26 dni urlopu to tak mało i oszczędzałam go, ile się da. Później i tak często nie udawało mi się go wybierać w większych partiach, bo to w wielu firmach bywa dość problematyczne - potrzebne jest dłuższe zastępstwo itp. Zresztą zawsze ciężko mi było walczyć o swoje potrzeby.

Teraz przyjęłam inny system, który sprawdza się świetnie. Wiadomo, nadal biorę dłuższe wolne na wakacje, ale oprócz tego pozwalam sobie na wybranie pojedynczych dni w zupełnie przypadkowych terminach. Nie wtedy, kiedy muszę coś załatwić i nie po to, żeby iść do lekarza, ale tak po prostu, żeby zostać w domu, odwiedzić kogoś, zrobić sobie dzień lenia czy też coś, na co nigdy nie mam czasu. Nazywam to prezentem "od siebie dla siebie".

Taki dzień jest wspaniałym oddechem w miesiącu czy paru miesiącach ciężkiej pracy. A jako że większość rodziny i znajomych w tym czasie pracuje, to pozwala mi złapać chwilę dla samej siebie. Polecam każdemu! W końcu po to jest urlop wypoczynkowy - żeby wypocząć. Zdaję sobie sprawę, że dotyczy to pracy etatowej, ale wydaje mi się, że w każdym położeniu da się wyrwać taki dzień "od siebie dla siebie".

4. Domowe SPA

Może to być kąpiel z pianą, peeling i maseczka na twarz, nowy manicure, nawilżenie stóp, olejowanie włosów, albo wszystko to na raz. Najlepiej, by było to coś, czego nie robisz na co dzień. A jak do tego dojdzie ulubiony napój, świeca zapachowa, przygaszone światła i miła muzyka lub fajny serial, to już w ogóle pełnia relaksu.

Ten pomysł jest o tyle praktyczny, że można go zrealizować: 1) w domu; 2) mając dowolną ilość czasu; 3) niskobudżetowo (można użyć nawet produktów, które mamy w kuchni). 

5. Randka ze sobą, czyli coś ciepłego i spisanie myśli

Dla mnie pomysł najtrudniejszy w realizacji, ale zawsze przynoszący dużo wytchnienia, wyluzowania napięcia i nagromadzonych emocji. Wymaga zaparzenia dobrej herbaty czy kawy, wzięcia kocyka i czegoś do pisania. A następnie zostania samemu ze sobą i swoimi myślami. Co przyniósł dzień? Czego się teraz boję? Co w tym momencie czuję? Co sprawia mi radość? Można zadać sobie naprawdę wiele pytań albo po prostu przelewać na papier bieżące myśli. 

Trudno mi zmotywować się do bycia ze sobą w ten sposób, bo często boję się skonfrontować z moimi obawami czy lękami. Ale też zwyczajnie nie chce mi się rozkminiać. A to czasem błąd. Gdy czuję, że zgromadziłam w sobie dużo trudnych emocji, to spisując, co czuję, dlaczego to czuję i czy mogę sobie na to pozwolić (staram się wykształcić w sobie zezwolenie na emocje), wiele z tych emocji ulatuje, uspokaja się, a ja sama mam się lepiej. I nie tłamszę w sobie niewygodnych rzeczy. 

To poświęcenie sobie prawdziwej uwagi, wysłuchanie siebie, jest dla mnie ważne. Zachęcam do spróbowania, może i Wam ta metoda przypadnie do gustu.

ozdobna linia roślinna, akwarela

A dlaczego selfcare "w duchu zdrowego rozsądku"? Bo bardzo lubię tematykę dbania o siebie, robienia dla siebie czegoś miłego, ale z drugiej strony mam wrażenie, że w social mediach selfcare jest swego rodzaju nurtem, który zmierza w kierunku "umiesz liczyć? Licz na siebie" i "twoje potrzeby są ważniejsze". Ja uczę się znajdować balans między dbaniem o siebie i dbaniem o drugiego człowieka. Dlatego nie chciałabym się w ten nurt wpisywać, bo zwyczajnie tak nie uważam (o czym zresztą pisałam już w kontekście wolności: Wolność a stawianie granic). 

W każdym razie do robienia czegoś miłego dla siebie zawsze będę zachęcać i sama praktykować :) Chcę być dla siebie wyrozumiała i dobra, zwyczajnie. Sposoby, które opisałam, mi w tym pomagają. Ale szukam też kolejnych!

Dlatego zachęcam do podzielenia się swoimi patentami na selfcare w komentarzu, z wielką chęcią wypróbuję.

Ściskam
Kasia L.

bochenek chleba na serwetkach, akwarela

Czy da się znaleźć małe cuda w codzienności, która bywa rutyną, aż nazbyt dobrze znajomą? Oczywiście, że tak! Zwłaszcza w czasach, w których z różnych społeczno-politycznych powodów codzienność wydaje nam się niesprawiedliwa, szara (a nawet czarna), szczególnie ważnym jest dla mnie dostrzeżenie tego, jak wiele mam. Każdy dzień jest darem, każdy posiłek - wyjątkową okazją. Dziś trochę o celebrowaniu zwyczajności.

Jest coś klimatycznego w pieczeniu chleba. Jak mawia mój tata, który pewnego dnia po prostu postanowił, że nauczy się robić chleb na zakwasie: ludziom wydaje się, że jest jakaś magiczna receptura, którą zna jedynie piekarz. A tymczasem wypiek chleba może być dla każdego!

Co prawda tajemnic zakwasu jeszcze nie opracowałam (to bardziej skomplikowana technologia), choć tacie i szwagrowi taki chleb wychodzi rewelacyjnie, ale śmiało mogę pochwalić się, że potrafię przygotować chleb, z którego powstaną pyszne kanapki do pracy, dodatek do zupy czy grzanki. I zajmuje to 5 minut! A to dzięki przepisowi, który poleciła mi koleżanka, za co jej serdecznie dziękuję. Ale o samym przepisie później.

Wypiek chleba kojarzy mi się miło z troską o ciepło domowe i podstawowe potrzeby rodziny. Przywodzi na myśl naturalność, prostotę, zdrowie... Gdybym miała opisać codzienność jednym słowem, być może byłoby nim właśnie słowo "chleb". Sprezentowanie komuś własnego chleba wydaje mi się wyrazem bliskości i chęci podzielenia się ciepłem domowym, zaproszenia do tej przestrzeni.

Pieczenie chleba ma też wymiar stricte praktyczny - przy dobrej organizacji zajmuje naprawdę niewiele czasu (najdłużej trwa czekanie, ale w tym czasie można przecież robić coś innego), a jest często tańsze, pewniejsze (wiemy, co dokładnie znajduje się w tym, co jemy na co dzień), zdrowsze (można użyć tylko pełnoziarnistych mąk, dodać przeróżnych ziaren itp.) i pomocne, gdy w sklepach zostały już tylko resztki lub piekarnie są zamknięte. 

Mam w sobie dużo z tradycjonalistki, dążącej do prostoty i budowania relacji wokół domu. Pragnienie powrotu do natury, do slow life'u... Pieczenie chleba jest dla mnie jednym z elementów, który wprowadza choć odrobinę tego do mojej codzienności. A gdy już będę miała wystarczająco przestrzeni w sobie, to uśmiechnę się do taty i szwagra, żeby przekazali mi umiejętność wyrobu chleba na zakwasie - to dopiero będzie radość codzienności pełnej spokoju. 

Cóż mogę dodać, zachęcam serdecznie do domowego wypieku chleba! Przepis, którym podzieliła się ze mną koleżanka, pochodzi z bloga Domowa Krawcowa i można znaleźć go tutaj: Przepis na chleb Domowej Krawcowej. Dodanie i połączenie wszystkich składników trwa u mnie ok. 5 minut, następnie należy przykryć chleb ściereczką i poczekać godzinę na wyrośnięcie, a na koniec piec przez 45 minut. I gotowe! Żal nie podzielić się tym patentem "perfekcyjnej pani/pana domu", stąd ten wpis :)

Jaki jest Twój sposób na kawałek natury w domu? 

Ściskam
Kasia L.






półki z kolorowymi książkami, ramką ze zdjęciem, rośliną, czytanie, książki, akwarela półki z książkami

Jedni zachwycają się fantastycznymi stworami, magią i w książce szukają oderwania od rzeczywistości, inni z kolei wolą codzienność, a w lekturze próbują odnaleźć podobieństwa do własnego życia lub spełnienie wymarzonych scenariuszy. Ja należę zdecydowanie do tych drugich, dlatego na mojej liście najlepszych książek z dzieciństwa nie znajdziecie ani "Harry'ego Pottera", ani "Hobbita" czy "Serii niefortunnych zdarzeń". Mimo wszystko zachęcam do dalszego czytania.

"Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren

Urzekająca w swojej prostocie opowieść o codziennych perypetiach szóstki dzieci zamieszkujących małą wioskę jako pierwsza skradła moje dziecięce serce (tuż po czytanych przez rodziców bajkach, spośród których mogłabym wymienić co najmniej kilka ukochanych). Fun fact jest taki, że nigdy nie przeczytałam dwóch ostatnich rozdziałów, bo moje tempo czytania w wieku 8 lat nie nadążyło za programem szkolnym. To chyba znak, że najwyższa pora przeczytać tę książkę jeszcze raz, tym razem od A do Z. W końcu to jedna z moich ukochanych lektur!

Pomysł na świat przedstawiony tak oddziaływał na moją - i nie tylko moją - wyobraźnię, że razem z koleżankami i kolegami z klasy postanowiliśmy przenieść go na nasze podwórko. Tak rozpoczęła się wielomiesięczna ulubiona zabawa w dzieci z Bullerbyn, gdzie każdy z nas był jednym z bohaterów, a naszym domem było małe drzewko z rozłożystymi gałęziami, które idealnie udawały pokoje.

"Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej

Kto czytał, ten wie, z jakimi wypiekami na twarzy śledziło się relację nieśmiałej, nieco odstającej od reszty Uli z tytułowym bohaterem - intruzem na małej wysepce, na której azyl stworzyła sobie paczka przyjaciół. Jako że sama będąc dzieckiem uwielbiałam całe dnie spędzać na dworze (patrz choćby powyższa opowieść dotycząca "Dzieci z Bullerbyn"), to ta książka rozlewa się ciepłem na moim serduszku. Chciałoby się powiedzieć, że przywołuje na myśl beztroskie czasy, ale to byłoby dużą niesprawiedliwością, bo dzieciństwo jest pełne trosk - oczywiście dostosowanych do wieku - co potwierdzają perypetie opisane w "Tym obcym". Lekturę porównałabym też klimatem i zamysłem do kultowych "Chłopców z Placu Broni".

W "Tym obcym" porusza mnie również to, że wspomniana Ula, nieśmiała, lubiąca swoje własne towarzystwo, introwertyczna (tutaj spoiler alert) nie staje się wraz z rozwojem akcji sławna, przebojowa i niezwykle towarzyska, jak to się dzieje w wielu młodzieżowych książkach. Zainteresowany nią chłopak, mimo że przekonuje się do pewnych osób, też nie rezygnuje z właściwego sobie dystansu. Może to nadinterpretacja, ale odczytuję w tym potwierdzenie, że każdy człowiek jest ciekawy i wnosi do swojego otoczenia coś wyjątkowego właśnie ze względu na to, jaki jest.

"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery

Ta książka bardziej niż każda inna kojarzy mi się z ciepłymi relacjami. A wszystko zaczęło się od tego, że moja kochana siostra (która na pewno to czyta, bo wspiera mnie bardzo mocno) nosi imię po głównej bohaterce - tak bardzo rodzicom spodobało się jego brzmienie dzięki tej lekturze. Z takim startem powieść nie mogła nie stać mi się bliska! 

Szczególnie ważna jest też dla mnie jedna z relacji między dwiema bohaterkami. Bo zdarzyło mi się szczęście doświadczyć przyjaźni jak z filmu, serialu dla dzieci i nastolatków, marzeń czy... z "Ani z Zielonego Wzgórza" właśnie. Z moją najlepszą przyjaciółką przyjaźnimy się już 20 lat, a nasza relacja często przywodzi nam na myśl więź Ani Shirley z Dianą Barry. Czy wyrażenie użyte w tłumaczeniu, "przyjaciółka od serca", nie oddaje więcej niż można opisać?

Znam wiele osób, które dorastały wraz z tytułowym bohaterem przywołanego już w tym poście "Harry'ego Pottera". Ja dorastałam z serią "Ani". Każdy tom odpowiadał (i dalej odpowiada) innemu etapowi mojego życia i na każdym jego etapie inny tom staje mi się szczególnie bliski. Obecnie jest to "Ania z Szumiących Topoli", opowiadająca o początkach małżeństwa, tworzeniu własnego domu, pierwszych pracach po studiach... Jeszcze niedawno zaczytywałam się w "Ani na Uniwersytecie", a tu proszę, już nieaktualne ;) Czas leci! 

Seria "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz

Dla mnie dość surowa w formie, z niespiesznie toczącą się akcją przywołującą na myśl leniwe letnie popołudnie w mieście. Jednocześnie trudno mi przypomnieć sobie powieści bardziej dotyczące codzienności. Poznańskie Jeżyce codzienność przeszywa na wskroś. Jest trochę szaro, a trochę kolorowo. Po prostu zwyczajnie - czyli tak, jak lubię najbardziej, bo przez to prawdziwie i pięknie. Jak widać nie trzeba wiele, żeby stworzyć ciekawą historię. Może wystarczy być dobrym obserwatorem i potrafić z codzienności wydobyć jej cechy charakterystyczne i wspólne każdemu? Małgorzacie Musierowicz wychodzi to, uważam, świetnie. 

Z własnego wyboru po serię sięgnęłam chyba dopiero na studiach, jako wakacyjne remedium na oczy i umysł wykończone codziennym pochłanianiem dziesiątek (czasem setek) stron lektur, artykułów i innych tekstów na polonistyczne studia. Sięgnięcie po powieść prostą, prawdziwą, a jednocześnie po historie tak zręcznie uchwycone, było jak otwarcie okna i wpuszczenie powietrza do pokoju, w którym ktoś cały dzień pracował. Nie przeczytałam jeszcze całej serii, ale kolejne tomy od tamtego czasu towarzyszą mi w każde wakacje.

ozdobna linia z motywem roślinnym, separacyjna

Patrząc na to zestawienie pomyślałam sobie, że właściwie mogłabym zatytułować ten post "Ulubione lektury szkolne", bo każda ze wspomnianych przeze mnie książek była lekturą! I chociaż podczas całej mojej edukacji nie przeczytałam naprawdę wielu lektur, to te zostały ze mną do dzisiaj i w pewien sposób współtworzyły moje dzieciństwo. Wszystkie o codzienności dziecka - nastolatka - dorosłego takiego jak ja. 

Ciekawa jestem, jakie są książki Waszego dzieciństwa!

Ściskam,
Kasia L.

Starsze posty Strona główna

O MNIE


Kasia Lewandowska

Polonistka pracująca jako bibliotekarz
i redaktor, spełniająca się też w roli pisarki.
Szczęśliwa żona ucząca się kochać życie
i wypełniać sensem każdy dzień.

Więcej o mnie: Szerzej o mnie i blogu

A na co dzień udzielam się tu: instagram.com/wczesnymrankiem

Zapraszam!


(fot. Justyna Szyszka / bezflesza)

LUBIANE WPISY

  • Bardzo osobiście o początkach macierzyństwa
  • To już rok, odkąd prowadzę wczesnymrankiem!
  • Nadchodzi jesień i uczę się ją kochać - 10 zalet
  • Jestem mamą
  • Wspieraj się jesienią

INSTAGRAM

instagram @wczesnymrankiem

ARCHIWUM

  • ▼  2026 (1)
    • ▼  stycznia (1)
      • Podsumowanie 2025 i plany na 2026
  • ►  2025 (5)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
  • ►  2023 (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2022 (34)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (3)
  • ►  2021 (13)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (2)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (2)

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Miło mi!
Dzięki, że jesteś i czytasz :)

Copyright © wczesnym rankiem - codzienność młodej mamy, polonistki i bibliotekarki. Designed & Developed by OddThemes