wczesnym rankiem - codzienność młodej mamy, polonistki i bibliotekarki
  • STRONA GŁÓWNA
  • CODZIENNOŚĆ
    • Radości
    • Refleksje
    • Organizacja
    • Chwila dla siebie
    • Z pamiętnika
  • KREATYWNIE
    • Opowiadania
    • Dom
    • Sztuka
  • POLONISTYKA
    • Pisanie
    • Książki
    • Studia polonistyczne
      i edytorstwo
  • OKOŁOPSYCHOLOGICZNE
  • POLECAM
  • O MNIE I BLOGU / KONTAKT
nowy wpis w każdy wtorek o 19:00


 

 

trzy brązowe szyszki namalowane akwarelą

Jesień już co prawda niemal za nami, ale nie może tu przejść bez echa. Wczesnym rankiem zaczęło się przecież od tekstu Nadchodzi jesień i uczę się ją kochać - 10 zalet. I tak co roku (z małą przerwą na "urlop macierzyński") jesień inspiruje mnie do napisania paru słów. Tym razem mam trzy główne myśli, wokół których skupiam swoje "przetrwanie" - bo, jak pewnie już wiecie, ten okres nie należy do moich ulubionych. Mimo to staram się z niego czerpać, a z Wami chciałabym podzielić się tegorocznymi sposobami na jesienną (i nie tylko) radość z życia. 

1. Nie rezygnuj

Uważam, że wiele rzeczy da się zrobić "pomimo" - złej pogody, kiepskiego nastroju, braku motywacji. Nie zawsze warto czekać na najodpowiedniejsze warunki, bo można się ich zwyczajnie nie doczekać. A może zaskoczą nas już w trakcie danej czynności/realizowania planu?

Mam w głowie obrazek siebie sprzed dwóch lat, przemierzającej moje osiedle w deszczu, wietrze i ciemności, zabarykadowanej kurtką zimową z dużym kapturem, w wózku wioząc dwumiesięcznego synka. Taki "spacer" był dla nas jedynym wyjściem, by nie oszaleć, a dziecku zapewnić spokojny sen - dzisiaj jest dla mnie doskonałą ilustracją powiedzenia "nie ma złej pogody - jest tylko zły ubiór". I jasne, okoliczności mojego życia się zmieniły i bardzo możliwe, że obecnie zrezygnowałabym z aktywności poza domem w aż tak kiepskiej pogodzie, ale ta sytuacja pokazuje mi, że warto się zastanowić, czy aby na pewno trzeba rezygnować jesienią z tego, co robiło się dotychczas. Czasem wystarczy drobna modyfikacja :)

2. Zmień myślenie 

Brzmi jak motywacyjny frazes, ale w rzeczywistości chodzi o to, żeby obrócić myśl automatyczną o 180 stopni. Przeczytałam ostatnio dwie rzeczy dotyczące szczęścia życiowego, które ze mną zostały. Po pierwsze, że "nie brakuje ci szczęścia, tylko samodyscypliny" (rolka @bbrzydko), a po drugie: "to nie szczęśliwi ludzie są wdzięczni, ale wdzięczni są szczęśliwi" (stories @aniasieradzan) - przy czym w pierwszym wypadku mówimy oczywiście o sytuacji, w której rzeczywiście nie brakuje nam ważnych dóbr, typu zdrowie, pieniądze itp. Można tą ciemnością i słotą jesienną się dołować, ale można też obrócić ją w coś dobrego, w okazję do spróbowania czegoś nowego, na co może by się nie wpadło, gdyby za oknem było słońce i 30 stopni (no dobra, 20, patrząc na tegoroczne lato...), bo prawdopodobnie siedziałoby się na plaży. 

Co roku jesienią wracam do hobby, które na jakiś czas porzuciłam, lub próbuję czegoś nowego. W ten sposób cztery lata temu zaczęłam malować akwarele, założyłam blog, a dwa lata temu nauczyłam się szydełkować. W tym roku mam z kolei zamiar dokończyć rozpoczęty zeszłej jesieni kocyk dziecięcy i podjąć wyzwania malowania codziennie przez 30 dni jednej małej akwarelki. Czy wyrobię się do zimy? Najwyżej troszkę sobie czas na te postanowienia wydłużę ;) 

3. Dbaj o siebie

Na koniec myśl tytułowa tego wpisu: wspieraj się. Jesień przypomina mi o tym, że muszę o siebie dbać, jeżeli chcę zachować dobrostan. Dobry nastrój i siły do życia nie biorą się znikąd. Tak jak leki nie zadziałają, jeśli ich nie weźmiesz, tak niech zatroszczenie się o siebie może troszkę bardziej niż zazwyczaj, niech będą "tabletką" na typowo jesienną chandrę. Tak, to Twoja motywacja do zastanowienia się, czego Ci teraz brakuje. A potem spróbowania tych braków uzupełnić.

Ściskam jesiennie
Kasia L. 


minimalistyczny stroik ze świeczką, akwarela

Zabrałam samą siebie na noworoczną randkę. Wiem, to dość popularne ostatnio w social mediach pod nazwą "solo date". Wszystko zaplanowałam: obmyśliłam trasę po różnych sklepach w poszukiwaniu wystarczająco dobrego kalendarza, dodałam do listy spacer po okolicy, a jako punkt docelowy wybrałam klimatyczną kawiarnię wśród bloków. Już parę dni wcześniej byłam niezwykle podekscytowana na myśl o takim wyjątkowym, zaplanowanym czasie z samą sobą. Potrzebowałam poukładać myśli, podsumować rok i zebrać marzenia na kolejny.

Po obejściu kilku sklepów, udało mi się znaleźć kalendarz niemal idealny - nieduży (mieszczący się do każdej torebki), miękki, w kwiaty, z tygodniową rozkładówką i miejscem na notatki, dodatkowymi kartkami z tyłu... Bez kalendarza czuję się jakaś zagubiona, zbyt wiele spraw piętrzy się w mojej głowie. Gdy zapiszę te najważniejsze, o których nie powinnam zapomnieć, czuję się lżej, bo wiem, że mam "pamięć zewnętrzną". A poza tym bardzo lubię odhaczać sprawy załatwione.

W kawiarni zamówiłam sobie cappuccino i ulubioną rurkę z bitą śmietaną, usiadłam na kolorowej kanapie w najdalszym kącie, na uboczu, chwyciłam mój notes, w którym zapisuję najważniejsze dla mnie sprawy i zabrałam się za podsumowanie roku 2022. Powoli, bez pośpiechu, przypominałam sobie kolejne małe i duże momenty tego roku. Zastanawiałam się, jak do tego, co się wydarzyło, miały się moje plany, wizje i nadzieje, a co mnie zaskoczyło. Co było najważniejsze, co zdominowało ten rok. Jakie drobnostki mnie ucieszyły. Co chciałabym szczególnie zapamiętać. 

Pomału czułam, jak myśli się rozplątują i robią miejsce nowym. Na koniec, gdy już spisałam to, co chciałam, posiedziałam sobie jeszcze chwilę tak po prostu, ciesząc się swoim towarzystwem. Jakie to mi było potrzebne! Gdy wróciłam do domu, zgrałam i obejrzałam jeszcze zdjęcia z zeszłego roku, uzupełniając moje notatki o wspomnienia, o których zapomniałam. Zorganizowałam sobie tę "randkę", bo czułam się przytłoczona. Po tych paru godzinach wróciły do mnie pomysły na wpisy na blog, na rolki na Instagramie i chęci do działania. Dlatego polecam zaplanowanie takiego specjalnego czasu dla siebie, raz na jakiś czas. To odświeżające, a poza tym dajemy sobie tym sygnał, że jesteśmy dla siebie ważni. Lubimy spędzać czas z bliskimi nam osobami. Czy z sobą samym jest tak samo? Czy lubię być we własnym towarzystwie?

Ja mam zamiar kontynuować w tym roku takie "randki". Czasem to będzie spacer, czasem kawiarnia, może kiedyś nawet kino? Możliwości jest wiele i na pewno będę dostosowywać plany do potrzeb. 

A skoro już mowa o planach na 2023 rok, podzielę się jeszcze tutaj moimi kilkoma. Przede wszystkim: nie wiem, jaki ten rok będzie. Z każdym kolejnym coraz bardziej dociera do mnie, że życie zaskakuje. To, co chciałabym na pewno, to poświęcić go mojej rodzinie, domowi. Skupić się też na profilaktyce samopoczucia, żeby stwarzać sobie wewnątrz i na zewnątrz bezpieczne miejsce, znaleźć i używać swoich "wentylów bezpieczeństwa". W związku z tym chciałabym kontynuować dbałość o to, co jem - wprowadzać do mojego dnia jeszcze więcej różnorodnego, zdrowego (i najlepiej szybkiego w przygotowaniu) jedzenia. Po drugie - co obiecuję sobie już od paru lat - wprowadzić regularną aktywność fizyczną. Nic specjalnego, jakieś spacery czy rozciąganie, byleby systematycznie. 

Systematyczności chciałabym też uczyć się tutaj na blogu i na Instagramie. Mam nadzieję rozwijać się w pisaniu jeszcze bardziej, częściej. Nie bać się publikować. Nie wstydzić się, że pokazuję moje życie i "co to wnosi?". Pokazywać, że zwykła codzienność jest czymś najbardziej fascynującym, co mamy.

No i marzą mi się fajne, klimatyczne wakacje, na przykład na wsi. Bardzo chciałabym też odwiedzić Wrocław na dłużej niż 2 dni i pokazać mężowi wszystkie moje ukochane miejsca tego miasta. I zrobić dla siebie coś nietypowego, na co zawsze żal mi było kasy: pedicure, manicure czy masaż.

Takie rzeczy zarysowują mi się w głowie na początku tego roku. O najważniejsze będę dbać, co do reszty mam luz z tym, czy przyjdzie, czy będzie zupełnie inaczej. A przede wszystkim chcę jeszcze bardziej ufać. 

I tego zaufania też Wam życzę! Niech ten rok będzie piękny, taki jaki będzie :)

Ściskam
Kasia L.

chata nad stawami na polanie, akwarela

Tym wpisem chciałabym przekonać nieprzekonanych o tym, jak wiele zalet ma wcześniejsze wstawanie - choćby o pół godziny. Jak zapewne domyślacie się z nazwy bloga, uwielbiam poranki, jednak sama do tej pory nie potrafiłam zmotywować się do wstawania inaczej niż "na styk", żeby tylko szybko coś zjeść (śniadań nigdy nie pomijam, to mój ulubiony posiłek!), ogarnąć się i wybiec do pracy. Zwłaszcza, że pracę zaczynam i tak już dość wcześnie.

Było to jednak jedno z moich marzeń - mieć spokojny poranek, zanim zacznie się bieganina i obowiązki, móc w spokoju wypić kawę i nastroić się dobrze na dzień. Zrobić z rana coś, na co nigdy nie starcza sił i czasu popołudniu czy wieczorem. Podejmowałam wiele prób, z różnym skutkiem. Ostatecznie do pracy nad porankiem zmotywowała mnie książka "Fenomen poranka" Hala Elroda.

Hal to amerykański mówca motywacyjny. Zupełnie nie moje klimaty, nie przepadam za stylem pisania i mówienia trenerów osobistych. Elrod opracował jednak technikę, która mnie zaciekawiła, a którą nazwał Miracle Morning, co przetłumaczono właśnie na "fenomen poranka". Postanowiłam przeczytać jego książkę i sprawdzić, czy z tego pomysłu ugram coś dla siebie.

Tak jak przypuszczałam, książka napisana jest w iście "coachowym" stylu, co mnie niekoniecznie odpowiada, ale dla innych może być zaletą. Ponadto nie wszystkie praktyki tam opisane są w zgodzie ze mną. Nie podoba mi się przede wszystkim parcie autora na bycie we wszystkim "10 na 10" jako główny cel życiowy. Niemniej, "Fenomen poranka" rzeczywiście pomógł mi zmotywować się do wcześniejszego wstawania, a niektóre myśli i pomysły zawarte w książce spisałam i powoli wdrażam. Moim zdaniem mocną stroną tej pozycji jest jej część praktyczna.

Autor najpierw daje nam wskazówki, jak to zrobić, żeby w ogóle wstać wcześniej. Proponuje kilka prostych kroków, a pierwszym z nich jest dobre nastawienie się już wieczorem dnia poprzedniego. Jeżeli ostatnie nasze myśli przed snem to "zostało mi tylko X godzin snu, nie wyśpię się...", to prawdopodobnie naszą pierwszą myślą po obudzeniu będzie "o rany, znowu się nie wyspałam/em". Dlatego pogodne nastawienie przed snem pomaga obudzić się z równie pogodnym nastawieniem rano.

Kolejne kroki to automat, który należy zacząć wykonywać, zanim zaczniemy się zastanawiać, czy nie warto włączyć drzemki lub wrócić do łóżka, jeśli już wstaliśmy:

wstać od razu po wyłączeniu budzika (jeżeli wieczorem zasypialiśmy z myślą, że się wyśpimy i jesteśmy ciekawi, co przyniesie poranek, to prawdopodobnie nie budzimy się z myślą, że nie damy rady) ⇨ umyć twarz i zęby ⇨ zająć miejsce, które nie kojarzy się ze spaniem i wypić szklankę wody ⇨ przystąpić do praktyki

Praktyka Miracle Morning ma za zadanie stworzyć przestrzeń do wykonania rzeczy, których nie udawało nam się zrobić o innej porze dnia - pisania książki, prowadzenia dziennika, ćwiczenia, jedzenia wartościowego śniadania, uczenia się nowego języka, przeczytania w końcu książki, która leży na półce. To czas na samorozwój, którego brakuje w ciągu dnia wypełnionego innymi obowiązkami. Efektem wykonywania praktyki jest z kolei dobre nastawienie na cały dzień, to znaczy polepszenie nastroju, zwiększenie motywacji, skupienia i satysfakcja z tego, że już z samego rana udało się zrobić coś, co zazwyczaj się odkładało.

Elrod proponuje schemat S.A.V.E.R.S., którego każda litera odpowiada poszczególnym częściom porannego rytuału:

S (silence) - cisza
A
(affirmations) - afirmacje
V
(visualisation) - wizualizacja
E
(exercise) - ćwiczenia
R (reading) - czytanie
S (scribing) - pisanie

Jestem w trakcie wypracowywania mojej porannej rutyny. Porady dotyczące wstawania bardzo mi pomogły i zdziwiłam się, że tak łatwo było mi zrezygnować z drzemek, które wcześniej notorycznie praktykowałam. Sam schemat proponowany przez Hala jednak dość mocno przekształciłam - tak, by odpowiadał moim oczekiwaniom.

Swój poranek rozpoczynam od modlitwy. Siadam w moim ulubionym fotelu, który mamy w salonie, ustawionym naprzeciwko okna balkonowego. Dzięki temu mogę patrzeć na świat, wykonując pierwsze kilka czynności. Biorę szklankę wody i czytam Pismo Święte - to jedna z rzeczy, na które obiecywałam sobie, że będę robić regularnie, ale wieczorem zawsze brakowało mi sił. Zaznaczam, czasem coś notuję. Po modlitwie przechodzę do treningu uważności. Staram się chociaż przez parę minut pooddychać świadomie i starać się być tu i teraz - ciągle się tego uczę, pomagają mi ćwiczenia prowadzone przez lektora, np. z aplikacji Mindy (polecałam Wam ją w poście: Przydatne apki na telefon). Czasem wypisuję sobie w notesie parę myśli czy afirmacji, ale nie zawsze - tę część traktuję raczej na luzie, idę za swoją potrzebą (i czasem, którym danego poranka dysponuję, bo raz zdarza mi się wstać pół godziny szybciej, a raz tylko 15 minut).

Potem staram się chwilkę porozciągać i zrobić trochę pajacyków, żeby jakkolwiek przyzwyczaić się do porannych ćwiczeń. Docelowo chciałabym tutaj znaleźć miejsce na kolejną rzecz, którą odkładałam - ćwiczenie kręgosłupa. Na razie jeszcze nie jestem w stanie wyrobić w sobie tego nawyku, ale powoli nad tym pracuję.

Ćwiczenia zajmują mi parę minut, a gdy już skończę, idę przygotować śniadanie. I to kolejna czynność, którą zaniedbywałam - śniadanie jadłam zawsze, bo nie wyobrażam sobie bez niego wyjść z domu, ale jego różnorodność, cóż, pozostawiała wiele do życzenia. Teraz coraz lepiej dbam o to, żeby to, co jem rano, było bardziej zróżnicowane i miało w sobie sporo białka. Dzięki temu dłużej jestem najedzona i ogólnie mam więcej energii. Aha, do tego oczywiście obowiązkowo kawka!

Do śniadania zazwyczaj czytam - tutaj znów łączę dwie praktyki, żeby zaoszczędzić czas. Zdarza mi się też robić inne rzeczy, np. przeglądać Internet czy szykować już rzeczy, w które się ubiorę albo przygotowywać w tzw. międzyczasie jedzenie do pracy. Dalsza część poranka przebiega już klasycznie: ogarniam się, przebieram, maluję, pakuję i wychodzę.

To wszystko brzmi, jakbym była mistrzem organizacji i trenerem osobistym w jednym, ale w rzeczywistości tego typu poranek jest naprawdę prosty i przede wszystkim - na czym mi zależało - przebiega w spokojnym, łagodnym tempie.

Nie wiem też, jak długo moje poranki będą wyglądać tak jak po przeczytaniu "Fenomenu poranka". Nie spinam się o to wewnętrznie. Tak długo, jak to mi służy, postaram się utrzymać taki rytm. Jeżeli sytuacja się zmieni, będę swoją rutynę dopasowywać na nowo. W każdym razie polecam uczynienie swojego wczesnego ranka pięknym!

Ściskam
Kasia L.


filiżanka czarnej kawy, na spodku, z ciastkiem obok, akwarela

Jakiś czas temu zapytałam Was na Instagramie @wczesnymrankiem o to, w jaki sposób odpoczywacie bez ekranów. Pytanie wynikało z tego, że mój odpoczynek wydawał mi się mało efektywny, nie przynosił odprężenia. Stwierdziłam, że pewnie jest zbyt mało różnorodny. Nie miałam jednak koncepcji na inne sposoby wypoczynku poza tymi paroma moimi rutynowymi, które powoli zaczynały mnie nużyć. Byłam ciekawa, w jaki sposób odpoczywają inni, zwłaszcza bez telefonów i komputerów. Przyszliście z pomocą!

Bardzo dziękuję za wszystkie podpowiedzi, bo dzięki Wam mam materiał na ciekawy wpis, no i zyskałam mnóstwo nowych pomysłów do wdrożenia do mojej relaksacyjnej rutyny :) Zapraszam do zapoznania się ze zbiorem sposobów na inspirujący odpoczynek.

1. Rower. Duuuużo roweru 

Popieram! Uwielbiam jeździć na rowerze. Jest to dla mnie taki środek lokomocji, którym sprawnie i z przyjemnością dojadę niemal wszędzie, gdzie potrzebuję. A jako że mam przyjemność mieszkać niedaleko morza, to długie przejażdżki są nie tylko wyrzutem endorfin, ale też obcowaniem z przyrodą, która przynosi mi niesamowity spokój.

2. Ceramika 

Ceramika to coś, czego od dawna chciałam spróbować. Zazdroszczę tym, którzy się nią zajmują! Wyobrażam sobie, jak odprężające może być tworzenie czegoś od zera - w dodatku czegoś, co można wykorzystać później do innych form relaksu, np. napicia się herbaty z samodzielnie zrobionego i wypalonego kubka. Jakiś czas temu dostaliśmy od przyjaciółki własnoręcznie robioną z myślą o nas formę do pieczenia chleba (buziaczki, Z.!). Sprawiła nam naprawdę wiele radości i do wypieku używamy już tylko niej.

3. Spacery bez telefonu

W to wpisują się też odpowiedzi pokrewne, np. długi spacer po plaży, górach albo parku. Spacery to coś pięknego, takie spotkanie z samym sobą i uważność. Nawet z czysto biologicznego punktu widzenia - dobrze robią na chemię w mózgu ;) Na pewno kiedyś powstanie tu cały wpis o spacerowaniu, bo jest mi bardzo bliskie. Jeżeli nie zabierzemy ze sobą telefonu, możemy poczuć się naprawdę wolni.

4. Domowe SPA

W codziennym biegu ciało bardzo często jest ignorowane, nadwyrężane. Miło jest dać mu sygnał, że jest dla nas ważne. Dla mnie takie domowe SPA to odświeżenie ciała, które codziennie wytrwale mi służy, poświęcenie mu czasu, ale też odpoczynek mentalny.

5. Aromaterapia

Aromaterapia może być dobrym wspomożeniem punktu powyżej albo osobną formą relaksu - zależnie od doboru olejku można dodać sobie energii lub wyciszyć przed snem. Tutaj polecam wykorzystywanie jak najbardziej naturalnych form: świec sojowych, olejków z 100% naturalnym składem, nawilżaczy powietrza ewaporacyjnych - tak, by zredukować potencjalną szkodliwość dla zdrowia. Wybór jest obecnie szeroki, warto zapoznać się z tematem.

6. Drzemka

Tego to mi nie trzeba dwa razy mówić! Drzemka to świetna forma odpoczynku - podobno te szybkie (20 min) są najbardziej ożywcze. Rzadko kiedy zdarza mi się jednak ograniczyć do 20 minut ;) Jak ze wszystkim, ważny jest jednak zdrowy umiar - warto pamiętać, że sen nie ma być ucieczką przed problemami czy obowiązkami, ale czasem regeneracji.

7. Granie na instrumencie, np. ukulele

Kolejne moje małe marzenie! Bardzo chciałabym grać na ukulele i pianinie/keyboardzie. Muzyka sama w sobie jest relaksująca, a co dopiero, gdy wypływa od nas samych... Wydaje mi się, że może być formą wyrażenia siebie albo po prostu wyluzowania przy swobodnej improwizacji. Podziwiam wszystkich grających na instrumentach!

8. Rozmowy

Rozmowa potrafi rozśmieszyć, rozczulić, odprężyć, dać upust emocjom, wzruszyć, a przede wszystkim pomaga poczuć bliskość i naładować baterie w kontakcie z drugim człowiekiem. Wbrew pozorom nie tylko ekstrawertycy potrafią odpoczywać w towarzystwie ;)

9. Planszówki

Doskonały, kreatywny pomysł na spędzenie czasu wspólnie z rodziną czy znajomymi. Wybór gier planszowych jest tak duży, że z pewnością zapewnią one długie godziny relaksu nawet wybrednym graczom. Sama uwielbiam grać w planszówki i cieszę się, że mam wokół siebie osoby, które z chęcią to robią!

10. Kaligrafia, pisanie pismem japońskim

To bardzo oryginalny i twórczy sposób na odpoczynek. Idealny dla tych, którzy lubią robić coś nietypowego! Wodzenie piórem po papierze i tworzenie pięknych, ozdobnych znaków jest czymś wyjątkowym, to bycie tu i teraz i skupianie się tylko na tym, co robię w danym momencie. Osoby, które podzieliły się ze mną tymi pomysłami pisały, że bardzo je to odpręża - ja im wierzę i jeżeli nadarzy mi się okazja, z przyjemnością sama spróbuję.

11. Nicnierobienie 

Tego chyba komentować nie trzeba. Nicnierobienie to tak naprawdę oddech dla głowy i ciała, zredukowanie bodźców, które docierają do nas w każdej sekundzie, zwłaszcza we współczesnym świecie pełnym informacji. Zdecydowanie polecam wybrać czasem właśnie taką formę wypoczynku.

12. Malowanie po numerach

Kojarzycie z dzieciństwa takie kolorowanki podzielone na małe pola, z których każde było oznaczone numerkiem, a każdy numerek odpowiadał innemu kolorowi? Ostatnio coraz głośniej zrobiło się o takiej aktywności, ale dla dorosłych, to znaczy w formie obrazu na płótnie, który zamalowuje się farbami. W ten sposób można stworzyć własne dzieło, nawet nie będąc Picassem.

Na podobnej zasadzie działa tzw. diamond painting, czyli obrazy, które tworzy się przez przyklejanie w odpowiednie miejsca drobnych diamencików (ostatnio się za to zabrałam i polecam!) albo kolorowanki dla dorosłych - tutaj z kolei można dać upust swojej kreatywności, samemu dobierając kolory.

13. Pisanie listów tradycyjnych

Nie będzie chyba nadużyciem jeżeli napiszę, że korespondencja tradycyjna odeszła do lamusa. Ostatnio koleżanka (pozdrawiam Cię :)) opowiadała mi o tym, jak kiedyś pisała listy z bliskimi osobami i ile dawało jej to radości. Samej też zdarzyło mi się pisać listy tradycyjne do osoby poznanej w jakiejś młodzieżowej gazecie - to oczekiwanie na odpowiedź i zaglądanie do skrzynki było ekscytujące! Sam proces pisania pozwala z kolei nazwać myśli i przelać je na papier, co może być bardzo odprężające dla spracowanego umysłu.

Na Facebooku (i pewnie w wielu innych miejscach w Internecie) są grupy, na których ludzie umawiają się na wzajemne korespondowanie za pomocą listów tradycyjnych. To może być ciekawe rozwiązanie dla osób chcących pisać, ale niemających w swoim otoczeniu nikogo, kto przystałby na taki pomysł.

14. Szydełkowanie i inne prace ręczne

Prace manualne potrafią być bardzo odprężające, a przy tym wspomagają ćwiczenie cierpliwości i skupienia. Wiele z nich można wykonywać jednocześnie np. słuchając podcastu, muzyki czy oglądając film. Podobnie jak w przypadku ceramiki, w efekcie mamy gotowy produkt, którego zwykle można później używać w codzienności. 

Gdy byłam mała, uwielbiałam zaplatać tzw. filofuny, czyli takie plastikowe linki, z których można było tworzyć bransoletki czy breloczki. Robótki ręczne lubię do dziś, jednym z moich celów jest nauczenie się robienia na drutach i właśnie szydełkowania. Warto spróbować!

ozdobna linia roślinna

Jeszcze raz dziękuję, że zechcieliście podzielić się swoimi praktykami odpoczynku bez ekranów :) Część z nich stosuję regularnie (jak np. drzemki, spacery i rower), ale o dużej części zapominam lub nigdy nie robiłam - nie mogę się doczekać, aż wypróbuję!

Chciałabym się Wam odwdzięczyć za czynny udział w tym wpisie, dlatego na moim Instagramie @wczesnymrankiem pojawi się rolka (lub już się pojawiła) z moimi sposobami na odpoczynek bez ekranów. Część z nich jest dla mnie stosunkowo nowa, ponieważ minęło już trochę czasu od początku moich rozmyślań w tym temacie, więc zdążyłam nieco zmodyfikować tę sferę mojego życia. Zapraszam!

A może masz jakiś sposób na relaks, który się tu nie pojawił? Zachęcam do uzupełniania listy w komentarzach.

Tymczasem ściskam
Kasia L.

pnącza żółto-pomarańczowych kwiatów, akwarela


Czyli co miłego mogę dziś zrobić dla siebie?


Ostatnimi czasy wpada mi do głowy całkiem sporo niekonwencjonalnych pomysłów na zadbanie o siebie. Nabieram przekonania, że liczą się drobnostki, liczy się codzienność. Stąd pomysł na opisanie pięciu niestandardowych pomysłów, którymi (mniejszym lub większym nakładem pieniężnym i czasowym) można samemu sobie okazać miłość, łagodność i troskę.

1. Masaż z Groupona

To najdroższa z propozycji, ale też najbardziej wyjątkowa. Zaoszczędzić pieniądze, zaplanować parę godzin tylko dla siebie, zarezerwować termin, pozwolić komuś pomóc Ci w zrelaksowaniu się - cała ta otoczka sprawia, że poczujesz, że robisz dla siebie coś wyjątkowego. 

Ostatnio z okazji 2. rocznicy ślubu zafundowaliśmy sobie z mężem taki właśnie prezent. To nie był tylko masaż - całość stała się dla nas swego rodzaju wydarzeniem, bo przy okazji zjedliśmy coś na mieście, wspólnie zaplanowaliśmy ten czas i na pewno będziemy go wspominać.

Polecam Groupon, bo można tam znaleźć pakiety w całkiem przystępnych cenach (na pewno korzystniejszych niż te kupowane bezpośrednio od hotelu/spa).

2. Poranny/wieczorny spacer i kawa z automatu

Na to wpadłam zupełnie spontanicznie. Od jakiegoś czasu staram się codziennie chodzić na spacery (o czym pisałam a propos noworocznych postanowień w tym poście: Stary rok, stara ja - nowy rok, nowa ja) i wyrabiać mniej więcej 8-10 tys. kroków dziennie. A że w weekendy nieco ciężej mi te kroki "nabić", to pewnej niedzieli rano postanowiłam wybrać się nad morze. 

Już samo to dało mi poczucie zadbania o siebie i zdrowej rutyny. A potem zobaczyłam automat do kawy. I zapragnęłam usiąść na plaży z gorącą kawą, obserwując innych spacerowiczów i spokojne tamtego dnia morze. Wróciłam naładowana i z myślą, że zrobiłam dla siebie coś miłego. Że zmotywowałam się do czegoś innego niż książka czy serial (choć i to oczywiście jest super). A to przecież taki drobiazg!

3. Dzień wolny bez powodu

To również jedna z moich "świeższych" praktyk. Kiedyś uważałam, że 20/26 dni urlopu to tak mało i oszczędzałam go, ile się da. Później i tak często nie udawało mi się go wybierać w większych partiach, bo to w wielu firmach bywa dość problematyczne - potrzebne jest dłuższe zastępstwo itp. Zresztą zawsze ciężko mi było walczyć o swoje potrzeby.

Teraz przyjęłam inny system, który sprawdza się świetnie. Wiadomo, nadal biorę dłuższe wolne na wakacje, ale oprócz tego pozwalam sobie na wybranie pojedynczych dni w zupełnie przypadkowych terminach. Nie wtedy, kiedy muszę coś załatwić i nie po to, żeby iść do lekarza, ale tak po prostu, żeby zostać w domu, odwiedzić kogoś, zrobić sobie dzień lenia czy też coś, na co nigdy nie mam czasu. Nazywam to prezentem "od siebie dla siebie".

Taki dzień jest wspaniałym oddechem w miesiącu czy paru miesiącach ciężkiej pracy. A jako że większość rodziny i znajomych w tym czasie pracuje, to pozwala mi złapać chwilę dla samej siebie. Polecam każdemu! W końcu po to jest urlop wypoczynkowy - żeby wypocząć. Zdaję sobie sprawę, że dotyczy to pracy etatowej, ale wydaje mi się, że w każdym położeniu da się wyrwać taki dzień "od siebie dla siebie".

4. Domowe SPA

Może to być kąpiel z pianą, peeling i maseczka na twarz, nowy manicure, nawilżenie stóp, olejowanie włosów, albo wszystko to na raz. Najlepiej, by było to coś, czego nie robisz na co dzień. A jak do tego dojdzie ulubiony napój, świeca zapachowa, przygaszone światła i miła muzyka lub fajny serial, to już w ogóle pełnia relaksu.

Ten pomysł jest o tyle praktyczny, że można go zrealizować: 1) w domu; 2) mając dowolną ilość czasu; 3) niskobudżetowo (można użyć nawet produktów, które mamy w kuchni). 

5. Randka ze sobą, czyli coś ciepłego i spisanie myśli

Dla mnie pomysł najtrudniejszy w realizacji, ale zawsze przynoszący dużo wytchnienia, wyluzowania napięcia i nagromadzonych emocji. Wymaga zaparzenia dobrej herbaty czy kawy, wzięcia kocyka i czegoś do pisania. A następnie zostania samemu ze sobą i swoimi myślami. Co przyniósł dzień? Czego się teraz boję? Co w tym momencie czuję? Co sprawia mi radość? Można zadać sobie naprawdę wiele pytań albo po prostu przelewać na papier bieżące myśli. 

Trudno mi zmotywować się do bycia ze sobą w ten sposób, bo często boję się skonfrontować z moimi obawami czy lękami. Ale też zwyczajnie nie chce mi się rozkminiać. A to czasem błąd. Gdy czuję, że zgromadziłam w sobie dużo trudnych emocji, to spisując, co czuję, dlaczego to czuję i czy mogę sobie na to pozwolić (staram się wykształcić w sobie zezwolenie na emocje), wiele z tych emocji ulatuje, uspokaja się, a ja sama mam się lepiej. I nie tłamszę w sobie niewygodnych rzeczy. 

To poświęcenie sobie prawdziwej uwagi, wysłuchanie siebie, jest dla mnie ważne. Zachęcam do spróbowania, może i Wam ta metoda przypadnie do gustu.

ozdobna linia roślinna, akwarela

A dlaczego selfcare "w duchu zdrowego rozsądku"? Bo bardzo lubię tematykę dbania o siebie, robienia dla siebie czegoś miłego, ale z drugiej strony mam wrażenie, że w social mediach selfcare jest swego rodzaju nurtem, który zmierza w kierunku "umiesz liczyć? Licz na siebie" i "twoje potrzeby są ważniejsze". Ja uczę się znajdować balans między dbaniem o siebie i dbaniem o drugiego człowieka. Dlatego nie chciałabym się w ten nurt wpisywać, bo zwyczajnie tak nie uważam (o czym zresztą pisałam już w kontekście wolności: Wolność a stawianie granic). 

W każdym razie do robienia czegoś miłego dla siebie zawsze będę zachęcać i sama praktykować :) Chcę być dla siebie wyrozumiała i dobra, zwyczajnie. Sposoby, które opisałam, mi w tym pomagają. Ale szukam też kolejnych!

Dlatego zachęcam do podzielenia się swoimi patentami na selfcare w komentarzu, z wielką chęcią wypróbuję.

Ściskam
Kasia L.

bochenek chleba na serwetkach, akwarela

Pewnego sierpniowego dnia, gdy pogoda na urlopie nie dopisywała, ale mimo to postanowiliśmy wdrożyć w życie tzw. radykalną akceptację i się nie poddawać, zwiedzać jak gdyby nigdy nic, szliśmy z mężem kolejnym już szlakiem, nie wiedząc za bardzo, jak wydostać się z celu naszej podróży i dostać szczęśliwie do domu. Wtedy, w całym tym zmęczeniu i rodzącej się niepewności, przyszła mi do głowy refleksja, która była dla mnie na tamten moment ważna. Usiadłam na pniu obalonego drzewa i szybko spisałam myśli w telefonie. Dziś z chęcią przeklejam tutaj tę notatkę.

ozdobna linia roślinna

Często zachęca się do tego, żeby zrobić krok w nieznane, zaryzykować i wybrać ścieżkę, co do której nie wiemy do końca, dokąd prowadzi. A ja idąc po górach, próbując wracać szlakiem innym niż ten, którym przyszliśmy; gdy nieoczekiwanie dopada mnie lęk, a moje ciało mówi "nie idź tam", myślę sobie, że czasem warto nadłożyć drogi, cofnąć się i jeszcze raz przejść dobrze znaną ścieżką. Żeby trafić do domu. 

Czasem warto jeszcze raz przejść całą drogę, którą dobrze się zna. Przeanalizować swoją przeszłość, przeżyć na nowo stare schematy, zastanowić się, dlaczego każdy krok był taki, a nie inny. Co za nimi stało. Na co nie byłam uważna i co przez to przeoczyłam. Ja na przykład nie słyszałam długo mojego wołania do samej siebie o pomoc, o uwagę, o zrozumienie i wsparcie. Przechodziłam obojętnie obok emocji, a nawet próbowałam je odsunąć z pola widzenia. I wiele, wiele innych. Teraz wracam tą drogą, staram się przejść ją jeszcze raz i wszystkie te miejsca zauważyć, przytulić. Po to, żeby gdy będę je spotykać na nowych, nieznanych szlakach, wiedzieć, żeby ich nie omijać, ale przystanąć i uważnie się przyjrzeć. Bo to wskazówki, które jak okruszki chleba w bajce wskazują drogę do domu, do siebie. Mogę rozrzucić je i dać pozjadać ptakom, a mogę o każdy jeden zadbać i dojść tam, gdzie czuję się bezpiecznie. 

Czasem warto będąc w nowym miejscu, cofnąć się i wybrać szlak, którym się już szło.

ozdobna linia roślinna

Krótka, ale esencjonalna myśl na dziś i na później. Dla mnie i dla Was.

Ściskam
Kasia L.

Starsze posty Strona główna

O MNIE


Kasia Lewandowska

Polonistka pracująca jako bibliotekarz
i redaktor, spełniająca się też w roli pisarki.
Szczęśliwa żona ucząca się kochać życie
i wypełniać sensem każdy dzień.

Więcej o mnie: Szerzej o mnie i blogu

A na co dzień udzielam się tu: instagram.com/wczesnymrankiem

Zapraszam!


(fot. Justyna Szyszka / bezflesza)

LUBIANE WPISY

  • Bardzo osobiście o początkach macierzyństwa
  • Nadchodzi jesień i uczę się ją kochać - 10 zalet
  • Książki z dzieciństwa
  • Jestem mamą
  • To już rok, odkąd prowadzę wczesnymrankiem!

INSTAGRAM

instagram @wczesnymrankiem

ARCHIWUM

  • ▼  2026 (1)
    • ▼  stycznia (1)
      • Podsumowanie 2025 i plany na 2026
  • ►  2025 (5)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
  • ►  2023 (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2022 (34)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (3)
  • ►  2021 (13)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (2)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (2)

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Miło mi!
Dzięki, że jesteś i czytasz :)

Copyright © wczesnym rankiem - codzienność młodej mamy, polonistki i bibliotekarki. Designed & Developed by OddThemes