wczesnym rankiem - codzienność młodej mamy, polonistki i bibliotekarki
  • STRONA GŁÓWNA
  • CODZIENNOŚĆ
    • Radości
    • Refleksje
    • Organizacja
    • Chwila dla siebie
    • Z pamiętnika
  • KREATYWNIE
    • Opowiadania
    • Dom
    • Sztuka
  • POLONISTYKA
    • Pisanie
    • Książki
    • Studia polonistyczne
      i edytorstwo
  • OKOŁOPSYCHOLOGICZNE
  • POLECAM
  • O MNIE I BLOGU / KONTAKT
nowy wpis w każdy wtorek o 19:00


 

chata nad stawami na polanie, akwarela

Tym wpisem chciałabym przekonać nieprzekonanych o tym, jak wiele zalet ma wcześniejsze wstawanie - choćby o pół godziny. Jak zapewne domyślacie się z nazwy bloga, uwielbiam poranki, jednak sama do tej pory nie potrafiłam zmotywować się do wstawania inaczej niż "na styk", żeby tylko szybko coś zjeść (śniadań nigdy nie pomijam, to mój ulubiony posiłek!), ogarnąć się i wybiec do pracy. Zwłaszcza, że pracę zaczynam i tak już dość wcześnie.

Było to jednak jedno z moich marzeń - mieć spokojny poranek, zanim zacznie się bieganina i obowiązki, móc w spokoju wypić kawę i nastroić się dobrze na dzień. Zrobić z rana coś, na co nigdy nie starcza sił i czasu popołudniu czy wieczorem. Podejmowałam wiele prób, z różnym skutkiem. Ostatecznie do pracy nad porankiem zmotywowała mnie książka "Fenomen poranka" Hala Elroda.

Hal to amerykański mówca motywacyjny. Zupełnie nie moje klimaty, nie przepadam za stylem pisania i mówienia trenerów osobistych. Elrod opracował jednak technikę, która mnie zaciekawiła, a którą nazwał Miracle Morning, co przetłumaczono właśnie na "fenomen poranka". Postanowiłam przeczytać jego książkę i sprawdzić, czy z tego pomysłu ugram coś dla siebie.

Tak jak przypuszczałam, książka napisana jest w iście "coachowym" stylu, co mnie niekoniecznie odpowiada, ale dla innych może być zaletą. Ponadto nie wszystkie praktyki tam opisane są w zgodzie ze mną. Nie podoba mi się przede wszystkim parcie autora na bycie we wszystkim "10 na 10" jako główny cel życiowy. Niemniej, "Fenomen poranka" rzeczywiście pomógł mi zmotywować się do wcześniejszego wstawania, a niektóre myśli i pomysły zawarte w książce spisałam i powoli wdrażam. Moim zdaniem mocną stroną tej pozycji jest jej część praktyczna.

Autor najpierw daje nam wskazówki, jak to zrobić, żeby w ogóle wstać wcześniej. Proponuje kilka prostych kroków, a pierwszym z nich jest dobre nastawienie się już wieczorem dnia poprzedniego. Jeżeli ostatnie nasze myśli przed snem to "zostało mi tylko X godzin snu, nie wyśpię się...", to prawdopodobnie naszą pierwszą myślą po obudzeniu będzie "o rany, znowu się nie wyspałam/em". Dlatego pogodne nastawienie przed snem pomaga obudzić się z równie pogodnym nastawieniem rano.

Kolejne kroki to automat, który należy zacząć wykonywać, zanim zaczniemy się zastanawiać, czy nie warto włączyć drzemki lub wrócić do łóżka, jeśli już wstaliśmy:

wstać od razu po wyłączeniu budzika (jeżeli wieczorem zasypialiśmy z myślą, że się wyśpimy i jesteśmy ciekawi, co przyniesie poranek, to prawdopodobnie nie budzimy się z myślą, że nie damy rady) ⇨ umyć twarz i zęby ⇨ zająć miejsce, które nie kojarzy się ze spaniem i wypić szklankę wody ⇨ przystąpić do praktyki

Praktyka Miracle Morning ma za zadanie stworzyć przestrzeń do wykonania rzeczy, których nie udawało nam się zrobić o innej porze dnia - pisania książki, prowadzenia dziennika, ćwiczenia, jedzenia wartościowego śniadania, uczenia się nowego języka, przeczytania w końcu książki, która leży na półce. To czas na samorozwój, którego brakuje w ciągu dnia wypełnionego innymi obowiązkami. Efektem wykonywania praktyki jest z kolei dobre nastawienie na cały dzień, to znaczy polepszenie nastroju, zwiększenie motywacji, skupienia i satysfakcja z tego, że już z samego rana udało się zrobić coś, co zazwyczaj się odkładało.

Elrod proponuje schemat S.A.V.E.R.S., którego każda litera odpowiada poszczególnym częściom porannego rytuału:

S (silence) - cisza
A
(affirmations) - afirmacje
V
(visualisation) - wizualizacja
E
(exercise) - ćwiczenia
R (reading) - czytanie
S (scribing) - pisanie

Jestem w trakcie wypracowywania mojej porannej rutyny. Porady dotyczące wstawania bardzo mi pomogły i zdziwiłam się, że tak łatwo było mi zrezygnować z drzemek, które wcześniej notorycznie praktykowałam. Sam schemat proponowany przez Hala jednak dość mocno przekształciłam - tak, by odpowiadał moim oczekiwaniom.

Swój poranek rozpoczynam od modlitwy. Siadam w moim ulubionym fotelu, który mamy w salonie, ustawionym naprzeciwko okna balkonowego. Dzięki temu mogę patrzeć na świat, wykonując pierwsze kilka czynności. Biorę szklankę wody i czytam Pismo Święte - to jedna z rzeczy, na które obiecywałam sobie, że będę robić regularnie, ale wieczorem zawsze brakowało mi sił. Zaznaczam, czasem coś notuję. Po modlitwie przechodzę do treningu uważności. Staram się chociaż przez parę minut pooddychać świadomie i starać się być tu i teraz - ciągle się tego uczę, pomagają mi ćwiczenia prowadzone przez lektora, np. z aplikacji Mindy (polecałam Wam ją w poście: Przydatne apki na telefon). Czasem wypisuję sobie w notesie parę myśli czy afirmacji, ale nie zawsze - tę część traktuję raczej na luzie, idę za swoją potrzebą (i czasem, którym danego poranka dysponuję, bo raz zdarza mi się wstać pół godziny szybciej, a raz tylko 15 minut).

Potem staram się chwilkę porozciągać i zrobić trochę pajacyków, żeby jakkolwiek przyzwyczaić się do porannych ćwiczeń. Docelowo chciałabym tutaj znaleźć miejsce na kolejną rzecz, którą odkładałam - ćwiczenie kręgosłupa. Na razie jeszcze nie jestem w stanie wyrobić w sobie tego nawyku, ale powoli nad tym pracuję.

Ćwiczenia zajmują mi parę minut, a gdy już skończę, idę przygotować śniadanie. I to kolejna czynność, którą zaniedbywałam - śniadanie jadłam zawsze, bo nie wyobrażam sobie bez niego wyjść z domu, ale jego różnorodność, cóż, pozostawiała wiele do życzenia. Teraz coraz lepiej dbam o to, żeby to, co jem rano, było bardziej zróżnicowane i miało w sobie sporo białka. Dzięki temu dłużej jestem najedzona i ogólnie mam więcej energii. Aha, do tego oczywiście obowiązkowo kawka!

Do śniadania zazwyczaj czytam - tutaj znów łączę dwie praktyki, żeby zaoszczędzić czas. Zdarza mi się też robić inne rzeczy, np. przeglądać Internet czy szykować już rzeczy, w które się ubiorę albo przygotowywać w tzw. międzyczasie jedzenie do pracy. Dalsza część poranka przebiega już klasycznie: ogarniam się, przebieram, maluję, pakuję i wychodzę.

To wszystko brzmi, jakbym była mistrzem organizacji i trenerem osobistym w jednym, ale w rzeczywistości tego typu poranek jest naprawdę prosty i przede wszystkim - na czym mi zależało - przebiega w spokojnym, łagodnym tempie.

Nie wiem też, jak długo moje poranki będą wyglądać tak jak po przeczytaniu "Fenomenu poranka". Nie spinam się o to wewnętrznie. Tak długo, jak to mi służy, postaram się utrzymać taki rytm. Jeżeli sytuacja się zmieni, będę swoją rutynę dopasowywać na nowo. W każdym razie polecam uczynienie swojego wczesnego ranka pięknym!

Ściskam
Kasia L.


serce, 5 języków miłości, akwarela

Dlaczego druga osoba mówi mi, że nie czuje się kochana, mimo że przecież okazuję jej miłość? Skąd tyle konfliktów w moim małżeństwie? Jak mogę lepiej wyrażać miłość? Czego ja sam(a) w relacji potrzebuję? Co dalej, gdy mija zakochanie? I w końcu: czy da się kochać kogoś, kogo się nienawidzi?

Ten wpis jest ważny. Teoria, którą zaraz spróbuję przedstawić, jest naprawdę pomocna w poznaniu siebie, a także okazywaniu miłości partnerowi/partnerce i innym bliskim osobom. Jej poznanie wiele mi rozjaśniło i nauczyło słuchać i widzieć lepiej potrzeby drugiego człowieka. 

Ja teorię 5 języków miłości gdzieś zasłyszałam, parę ładnych lat temu. Już wtedy ją doceniłam i wprowadziłam do swojego życia. Ostatnio zaś uzupełniłam ją o wiedzę źródłową - przeczytałam książkę "5 języków miłości" autora koncepcji, amerykańskiego psychoterapeuty Gary'ego Chapmana. W dalszej części postu postaram się przybliżyć założenia oraz sposoby realizacji, posługując się wspomnianą książką i moimi doświadczeniami. 

ozdobna linia roślinna, akwarela

Chapman, przez wiele lat praktykując pomoc parom w kryzysach, doszedł do wniosku, że problemy w związkach układają się w kilka logicznych zakresów - ściślej rzecz biorąc, w pięć. Na poziomie tych pięciu obszarów powstają nieporozumienia i napięcia między małżeństwami. Wprowadzając do terapii przyjęte przez siebie założenie, Chapman odkrył, że skutecznie pomaga wielu parom. W ten sposób powstała jego koncepcja pięciu języków miłości.

Zakłada ona, że każdy człowiek okazuje i przyjmuje miłość w jeden z pięciu sposobów, nazywany językiem ojczystym, oraz często posługuje się drugim dodatkowym językiem. Poczucie pustki w relacji, bycia niekochanym, zaniedbanym wynika z tego, że partner/partnerka nie mówią do Ciebie językiem, który jest Twoim ojczystym. Podobnie w drugą stronę: możesz okazywać miłość drugiej osobie na różne sposoby, ale jeżeli nie okazujesz jej w sposób, który jest dla tej osoby najbardziej naturalny - może nie odczuwać tego, co chcesz jej przekazać. Staje się to szczególnie problematyczne, gdy (zwykle po mniej więcej dwóch latach związku) wygasa zakochanie.

Chodzi więc o to, aby odkryć swoje języki miłości, nauczyć się mówić językami drugiej osoby (jeśli są różne od Twojego, co często się zdarza) i w ten sposób dbać o to, by jej zbiornik miłości był regularnie napełniany.  

Wierzę, że najbardziej podstawową potrzebą emocjonalną jest pragnienie bycia kochanym (...) Dzięki napełnionym zbiornikom na miłość [małżonkowie] mogą pracować nad swoimi konfliktami w sposób znacznie bardziej twórczy i znajdować skuteczne rozwiązania*.

Do rzeczy. Jakie są języki miłości?


1. Wyrażenia afirmatywne

Jednym ze sposobów emocjonalnego wyrażania miłości jest używanie budujących słów. Król Salomon, autor starożytnych biblijnych ksiąg dydaktycznych, napisał: "Życie i śmierć są w mocy języka". Wiele par nie jest świadomych niezwykłej mocy wzajemnej werbalnej afirmacji. Tymczasem Salomon zauważył również: "Smutek przygnębia serce człowieka, rozwesela je dobre słowo".

Są to wszelkiego rodzaju pochwały, komplementy - po prostu miłe słowa uznania skierowane do drugiej osoby. Ważne, żeby były szczere i konkretne. Jeżeli jest to język ojczysty Twojej partnerki/partnera, ćwicz posługiwanie się nim poprzez dostrzeganie małych i dużych pozytywów w codziennym życiu z nią/nim i mów o tym na bieżąco. 

Chapman spośród wyrażeń afirmatywnych wyróżnia: komplementy, słowa ośmielające, uprzejme słowa, słowa pełne pokory oraz pozostałe formy afirmacji. Jak widać możliwości jest wiele, a kluczem wydaje się szczerość i różnorodność.

Przykłady wyrażeń afirmatywnych:

  • Dziękuję, że to dla mnie zrobiłeś/aś.
  • Widzę, że to dla Ciebie trudne i doceniam, że mimo to robisz to.
  • Pięknie wyglądasz w tej sukience/koszuli, podkreśla Twoją karnację!
  • Potrafisz mnie rozbawić!
  • Czuję się przy Tobie bezpiecznie.
  • Bardzo ciekawie opowiadasz.

2. Dobry czas

Jako "dobry czas" rozumiem całkowite skupienie się na kimś. Nie mam na myśli siedzenia na kanapie i wspólnego oglądania telewizji. Gdy spędzasz czas w ten sposób, twoja uwaga skupiona jest na danym programie, nie zaś na współmałżonku. Chodzi mi o siedzenie obok siebie, przy wyłączonym telewizorze, patrzenie sobie w oczy i rozmawianie, całkowite skupienie się na sobie nawzajem. Warto też pójść na spacer tylko we dwoje albo wybrać się na kolację, patrzeć na siebie i rozmawiać.

Ten język miłości dotyczy czasu spędzanego wspólnie, ale nie przypadkowego, przy Netflixie scrollując media społecznościowe. Chodzi tu o wartościowy czas, w którym skupiasz się tylko na drugiej osobie. Osoby posługujące się tym językiem poczują się kochane właśnie przez to, że podarujesz im 100% uwagi z kawałka swojego dnia i angażujesz się w tym czasie tylko w relację z nimi. Mogą to być oczywiście rzeczy zarówno mniejsze, jak i większe - byle regularnie (co zresztą dotyczy wszystkich języków miłości).

Gdy siedzę z moją żoną i przez dwadzieścia minut skupiam się tylko na niej, a ona robi to samo dla mnie, oddajemy sobie po dwadzieścia minut życia. Ten czas już nigdy do nas nie wróci, każde z nas oddaje drugiemu swoje życie. To bardzo wyrazisty sposób komunikowania miłości.

Przykłady dobrego czasu:

  • wyłączenie telefonów i rozmowa w cztery oczy 
  • zapytanie "Jak minął Ci dzień?" czy "Jak się dziś masz?" i skupienie się tylko na osobie, ustosunkowanie się do odpowiedzi
  • zaproponowanie wspólnego wyjścia do kina, a potem podzielenie się wrażeniami przy herbacie
  • piknik w parku
  • poważne i mniej poważne rozmowy w łóżku przed snem
  • wspólny posiłek bez rozpraszaczy
  • wspólna aktywność fizyczna

3. Przyjmowanie podarunków

I nie chodzi tu wcale o naszyjniki z diamentami raz w miesiącu. Prezentem może dużo więcej niż myślisz, ogranicza Cię tylko wyobraźnia. Chodzi o to, żeby darując coś drugiej osobie, wyrazić tym samym miłość do niej - ona, jeżeli posługuje się tym językiem, odbierze każdą małą niespodziankę jako wyraz Twojej troski i tego, że o niej myślisz. 

Dar to coś, co możesz wziąć w ręce i powiedzieć: "On myślał o mnie" albo: "Pamiętała o mnie". Musisz rzeczywiście o kimś myśleć, żeby dać mu podarunek. Sam dar jest symbolem tego myślenia. Nie jest ważne to, czy kosztował dużo pieniędzy. Ważne jest to, że o nim pomyślałeś. I nie chodzi tu wyłącznie o myśl zamkniętą w umyśle, ale o myśl wyrażoną poprzez zabezpieczenie prezentu i przekazanie go jako wyrazu miłości.

Przykłady podarunków:

  • karteczka "Dobrego dnia!" dorzucona do pudełka z drugim śniadaniem do pracy
  • muszelka znaleziona podczas spaceru na plaży
  • ulubiona słodycz czy przekąska kupiona przy okazji zakupów, na które się wybrałeś/aś

  • wszelkiego rodzaju własnoręcznie wykonane prezenty: kartki okolicznościowe, album ze zdjęciami, płyta CD z Waszymi ulubionymi piosenkami, uszyta samodzielnie maskotka itd.

Jeżeli zaś chodzi o święta, urodziny, rocznice i inne okazje, myślę że dodatkowym atutem będzie sprawienie prezentu, o którym Twój partner/partnerka mówili kiedyś, że chcieliby dostać. Polecam spisywać sobie np. w telefonie pomysły, gdy akurat druga osoba wspomina, że coś by się jej przydało i przy okazji te pomysły realizować. Będzie to dodatkowo sygnał, że słuchasz osoby, na której Ci zależy.

4. Drobne przysługi

Michelle siedziała w salonie ze swoim laptopem. Słyszała dźwięki, które dochodziły z pomieszczenia gospodarczego, gdzie jej mąż Brad nadrabiał zaległości w praniu. Michelle uśmiechnęła się. Ostatnio Brad wysprzątał mieszkanie, ugotował kolację i zajmował się różnymi drobnymi sprawami, bo Michelle przygotowywała się do egzaminów końcowych na studiach. Michelle była z tego bardzo zadowolona. Czuła się... kochana!

Zbiornik miłości osoby, której językiem ojczystym są drobne przysługi, będzie się napełniał, gdy ta doświadczać będzie pomocy. Chodzi zarówno o codzienną pomoc przy obowiązkach domowych, jak i o inne wyrazy troski - pomoc w rozwiązaniu problemu, czasem wyręczenie w zrobieniu czegoś itp. Przez drobne przysługi można okazać wsparcie i partnerstwo w codziennym życiu.

Przykłady drobnych przysług:

  • naprawa kranu, z którą się zwlekało
  • odkurzenie mieszkania, mimo że nie lubi się tego robić
  • pomoc w niesieniu zakupów czy zrobieniu listy zakupów
  • zaproponowanie wyręczania w czymś, gdy druga osoba czuje się przeciążona
  • wyniesienie śmieci, gdy wiesz, jak bardzo druga osoba nie lubi tego robić
  • pomoc w nauce czy sprawach organizacyjnych
  • przyniesienie ciepłej herbaty przeziębionej partnerce/partnerowi

5. Dotyk 

Od dawna wiadomo, że dotyk jest jednym ze sposobów komunikowania miłości. Liczne badania dotyczące rozwoju dzieci doprowadziły do następujących ustaleń: dzieci, które się przytula i całuje, mają później zdrowsze życie emocjonalne niż dzieci, które przez długi czas są pozbawione kontaktu fizycznego (...) Dotyk jest też potężnym środkiem przekazywania miłości małżeńskiej. Trzymanie się za ręce, całowanie, przytulanie i akt płciowy to sposoby komunikowania miłości drugiej osobie. W przypadku niektórych osób dotyk to ojczysty język miłości - jeśli go brakuje, czują się niekochane. 

Dotyk może przybierać różne formy. W tym języku miłości chodzi po prostu o kontakt fizyczny. Jako osoba, której jest to język ojczysty mogę powiedzieć, że cieszą mnie słowa docenienia, dobry wspólnie spędzony czas czy drobne przysługi, ale szczególnie kochana czuję się właśnie wtedy, gdy ktoś mnie przytuli czy wyrazi swoją sympatię przez poklepanie po ramieniu lub zbicie piątki. Oto właśnie chodzi w wyrażaniu i odbieraniu miłości przez dotyk. 

Wszystko, co jest mną, zawiera się w moim ciele. Dotknąć mojego ciała oznacza dotknąć mnie. Odsunąć się od mojego ciała to zdystansować się ode mnie emocjonalnie.

Przykłady okazywania miłości przez dotyk:

  • buziak w policzek przy spotkaniu serdecznej przyjaciółki/energiczne podanie ręki kumplowi
  • objęcie ramionami partnera/partnerki po ciężkim dniu i wspólne leżenie bez słów
  • całus w usta przed wyjściem do pracy
  • wesołe szturchnięcie nogą pod stołem
  • poklepanie po ramieniu na pocieszenie czy wyraz aprobaty

ozdobna linia roślinna, akwarela

To, co dla mnie - oprócz samego wskazania i wyjaśnienia języków miłości - ważnego wypływa z książki Chapmana to, że MIŁOŚĆ TO WYBÓR. Zakochanie mija, fascynacja drugą osobą przeradza się w codzienność i prozę życia, która może być (i jest!) piękna, jeżeli podejmie się wysiłek i codziennie wybiera kochanie drugiej osoby. Chapman odpowiada w książce nawet na tak trudne pytanie jak to, czy da się kochać kogoś, kogo się nienawidzi.

Niech treść całego tego wpisu podsumuje sam autor "5 języków miłości":

Odkrywamy ojczysty język miłości naszego współmałżonka i postanawiamy się nim posługiwać, niezależnie od tego, czy przychodzi nam to łatwo (...) Robimy to dla jego lub jej dobra. Chcemy zaspokajać emocjonalne potrzeby współmałżonka i staramy się mówić jego językiem miłości. W ten sposób dbamy o napełnienie zbiornika na miłość i możemy liczyć na wzajemność oraz na to, że nasz współmałżonek przemówi naszym językiem. Gdy tak się stanie, odzyskujemy właściwe uczucia i nasz zbiornik na miłość też zaczyna się wypełniać. Miłość to kwestia wyboru i każde z nas może dokonać go już dziś.

ozdobna linia roślinna, akwarela

Na koniec jeszcze kilka miejsc, w których znajdziesz przydatne informacje dotyczące koncepcji:

  • książki:

G. Chapman, "Pięć języków miłości" - wersja podstawowa 

oraz wersje: dla singli, dla mężczyzn, "Pięć dziecięcych języków miłości", "365 dni z językami miłości"

  • filmy na YouTube:

Akrobatyka małżeńska [#20] Pięć języków miłości

RTCK Espresso [#2] 5 Języków Miłości (Gary Chapman)

  • testy:

wersja polska: https://mk-pl.github.io/5-jezykow-milosci/
wersja oryginalna (angielska): https://www.5lovelanguages.com/quizzes/love-language

ozdobna linia roślinna, akwarela

Mam nadzieję, że wpis Cię zaciekawił i że weźmiesz z niego coś dla siebie, a jeżeli koncepcja 5 języków miłości jest Ci już znana - może podzielisz się treścią z innymi.

Ściskam
Kasia L.

---
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: G. Chapman, 5 języków miłości. Tajemnica miłości na całe życie, tłum. J. Czernik, Kraków 2018.

półki z kolorowymi książkami, ramką ze zdjęciem, rośliną, czytanie, książki, akwarela półki z książkami

Jedni zachwycają się fantastycznymi stworami, magią i w książce szukają oderwania od rzeczywistości, inni z kolei wolą codzienność, a w lekturze próbują odnaleźć podobieństwa do własnego życia lub spełnienie wymarzonych scenariuszy. Ja należę zdecydowanie do tych drugich, dlatego na mojej liście najlepszych książek z dzieciństwa nie znajdziecie ani "Harry'ego Pottera", ani "Hobbita" czy "Serii niefortunnych zdarzeń". Mimo wszystko zachęcam do dalszego czytania.

"Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren

Urzekająca w swojej prostocie opowieść o codziennych perypetiach szóstki dzieci zamieszkujących małą wioskę jako pierwsza skradła moje dziecięce serce (tuż po czytanych przez rodziców bajkach, spośród których mogłabym wymienić co najmniej kilka ukochanych). Fun fact jest taki, że nigdy nie przeczytałam dwóch ostatnich rozdziałów, bo moje tempo czytania w wieku 8 lat nie nadążyło za programem szkolnym. To chyba znak, że najwyższa pora przeczytać tę książkę jeszcze raz, tym razem od A do Z. W końcu to jedna z moich ukochanych lektur!

Pomysł na świat przedstawiony tak oddziaływał na moją - i nie tylko moją - wyobraźnię, że razem z koleżankami i kolegami z klasy postanowiliśmy przenieść go na nasze podwórko. Tak rozpoczęła się wielomiesięczna ulubiona zabawa w dzieci z Bullerbyn, gdzie każdy z nas był jednym z bohaterów, a naszym domem było małe drzewko z rozłożystymi gałęziami, które idealnie udawały pokoje.

"Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej

Kto czytał, ten wie, z jakimi wypiekami na twarzy śledziło się relację nieśmiałej, nieco odstającej od reszty Uli z tytułowym bohaterem - intruzem na małej wysepce, na której azyl stworzyła sobie paczka przyjaciół. Jako że sama będąc dzieckiem uwielbiałam całe dnie spędzać na dworze (patrz choćby powyższa opowieść dotycząca "Dzieci z Bullerbyn"), to ta książka rozlewa się ciepłem na moim serduszku. Chciałoby się powiedzieć, że przywołuje na myśl beztroskie czasy, ale to byłoby dużą niesprawiedliwością, bo dzieciństwo jest pełne trosk - oczywiście dostosowanych do wieku - co potwierdzają perypetie opisane w "Tym obcym". Lekturę porównałabym też klimatem i zamysłem do kultowych "Chłopców z Placu Broni".

W "Tym obcym" porusza mnie również to, że wspomniana Ula, nieśmiała, lubiąca swoje własne towarzystwo, introwertyczna (tutaj spoiler alert) nie staje się wraz z rozwojem akcji sławna, przebojowa i niezwykle towarzyska, jak to się dzieje w wielu młodzieżowych książkach. Zainteresowany nią chłopak, mimo że przekonuje się do pewnych osób, też nie rezygnuje z właściwego sobie dystansu. Może to nadinterpretacja, ale odczytuję w tym potwierdzenie, że każdy człowiek jest ciekawy i wnosi do swojego otoczenia coś wyjątkowego właśnie ze względu na to, jaki jest.

"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery

Ta książka bardziej niż każda inna kojarzy mi się z ciepłymi relacjami. A wszystko zaczęło się od tego, że moja kochana siostra (która na pewno to czyta, bo wspiera mnie bardzo mocno) nosi imię po głównej bohaterce - tak bardzo rodzicom spodobało się jego brzmienie dzięki tej lekturze. Z takim startem powieść nie mogła nie stać mi się bliska! 

Szczególnie ważna jest też dla mnie jedna z relacji między dwiema bohaterkami. Bo zdarzyło mi się szczęście doświadczyć przyjaźni jak z filmu, serialu dla dzieci i nastolatków, marzeń czy... z "Ani z Zielonego Wzgórza" właśnie. Z moją najlepszą przyjaciółką przyjaźnimy się już 20 lat, a nasza relacja często przywodzi nam na myśl więź Ani Shirley z Dianą Barry. Czy wyrażenie użyte w tłumaczeniu, "przyjaciółka od serca", nie oddaje więcej niż można opisać?

Znam wiele osób, które dorastały wraz z tytułowym bohaterem przywołanego już w tym poście "Harry'ego Pottera". Ja dorastałam z serią "Ani". Każdy tom odpowiadał (i dalej odpowiada) innemu etapowi mojego życia i na każdym jego etapie inny tom staje mi się szczególnie bliski. Obecnie jest to "Ania z Szumiących Topoli", opowiadająca o początkach małżeństwa, tworzeniu własnego domu, pierwszych pracach po studiach... Jeszcze niedawno zaczytywałam się w "Ani na Uniwersytecie", a tu proszę, już nieaktualne ;) Czas leci! 

Seria "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz

Dla mnie dość surowa w formie, z niespiesznie toczącą się akcją przywołującą na myśl leniwe letnie popołudnie w mieście. Jednocześnie trudno mi przypomnieć sobie powieści bardziej dotyczące codzienności. Poznańskie Jeżyce codzienność przeszywa na wskroś. Jest trochę szaro, a trochę kolorowo. Po prostu zwyczajnie - czyli tak, jak lubię najbardziej, bo przez to prawdziwie i pięknie. Jak widać nie trzeba wiele, żeby stworzyć ciekawą historię. Może wystarczy być dobrym obserwatorem i potrafić z codzienności wydobyć jej cechy charakterystyczne i wspólne każdemu? Małgorzacie Musierowicz wychodzi to, uważam, świetnie. 

Z własnego wyboru po serię sięgnęłam chyba dopiero na studiach, jako wakacyjne remedium na oczy i umysł wykończone codziennym pochłanianiem dziesiątek (czasem setek) stron lektur, artykułów i innych tekstów na polonistyczne studia. Sięgnięcie po powieść prostą, prawdziwą, a jednocześnie po historie tak zręcznie uchwycone, było jak otwarcie okna i wpuszczenie powietrza do pokoju, w którym ktoś cały dzień pracował. Nie przeczytałam jeszcze całej serii, ale kolejne tomy od tamtego czasu towarzyszą mi w każde wakacje.

ozdobna linia z motywem roślinnym, separacyjna

Patrząc na to zestawienie pomyślałam sobie, że właściwie mogłabym zatytułować ten post "Ulubione lektury szkolne", bo każda ze wspomnianych przeze mnie książek była lekturą! I chociaż podczas całej mojej edukacji nie przeczytałam naprawdę wielu lektur, to te zostały ze mną do dzisiaj i w pewien sposób współtworzyły moje dzieciństwo. Wszystkie o codzienności dziecka - nastolatka - dorosłego takiego jak ja. 

Ciekawa jestem, jakie są książki Waszego dzieciństwa!

Ściskam,
Kasia L.

Starsze posty Strona główna

O MNIE


Kasia Lewandowska

Polonistka pracująca jako bibliotekarz
i redaktor, spełniająca się też w roli pisarki.
Szczęśliwa żona ucząca się kochać życie
i wypełniać sensem każdy dzień.

Więcej o mnie: Szerzej o mnie i blogu

A na co dzień udzielam się tu: instagram.com/wczesnymrankiem

Zapraszam!


(fot. Justyna Szyszka / bezflesza)

LUBIANE WPISY

  • Bardzo osobiście o początkach macierzyństwa
  • To już rok, odkąd prowadzę wczesnymrankiem!
  • Nadchodzi jesień i uczę się ją kochać - 10 zalet
  • Jestem mamą
  • Wspieraj się jesienią

INSTAGRAM

instagram @wczesnymrankiem

ARCHIWUM

  • ▼  2026 (1)
    • ▼  stycznia (1)
      • Podsumowanie 2025 i plany na 2026
  • ►  2025 (5)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
  • ►  2023 (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2022 (34)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (3)
  • ►  2021 (13)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (2)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (2)

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Miło mi!
Dzięki, że jesteś i czytasz :)

Copyright © wczesnym rankiem - codzienność młodej mamy, polonistki i bibliotekarki. Designed & Developed by OddThemes