Po prostu: wdzięczność

słońce przebijające się przez drzewa w lesie, akwarela

Najprostsza i najtrudniejsza metoda na szczęście

Pewnego razu zwierzałam się zaufanej osobie z tego, że stale wpadam w te same wady. Zazdrość, ciągłe narzekanie, plotkowanie, obmowy i gadanie bez sensu... Okropnie mnie to frustrowało, bo ja wcale nie chciałam tak żyć. To się działo jakby samo, nie mogłam się powstrzymać przed poddaniem się tym samym schematom. Opracowywałam sobie sposób walki z każdą z tych wad, ale było tego tak dużo, że za każdym razem kończyło się podobnie. Nie chciałam nikogo ranić swoimi nieprzemyślanymi słowami, nie chciałam chować w sobie zazdrości, gniewu czy malkontenctwa. Na tapecie w telefonie miałam ustawiony cytat z I Listu do Tesaloniczan (który do dzisiaj jest mi ogromnie bliski) Zawsze się radujcie.

Mój rozmówca wysłuchał mnie uważnie, a potem z wielką serdecznością i ciepłem powiedział: Kasiu, na to wszystko jest jedna wspólna metoda. Wdzięczność. Sama praktyka wdzięczności może nie jest zbyt odkrywcza, bo dość popularna przy obecnie panujących trendach journalingu, które zachęcają m.in. do wypisania każdego dnia 3 rzeczy, za które jest się wdzięcznym. Mnie w tamtej radzie ujęło to, że wdzięczność jest naprawdę balsamem na wiele różnych trudności. Że na te z pozoru niezwiązane ze sobą wady może pomóc jedna rada. Prosta, a zarazem taka trudna.

Nie prowadzę dziennika wdzięczności. Nie budzę się każdego dnia z uśmiechem na ustach, przeciągając się i wskakując z entuzjazmem w poranek. Dalej jest we mnie sporo zazdrości i porównywania się z innymi, nadal miewam ochotę na narzekanie i plotki. Dużo pracy jeszcze przede mną, żeby żyć tak, jak naprawdę bym chciała. Ale zaczęłam do swojego życia wprowadzać wdzięczność tak, jak tylko potrafię.

Idąc rano do pracy często zastanawiam się, co jest w mojej codzienności tak oczywiste, że zapomniałam, że to też jest darem. Kiedy ostatnio cieszyłam się ze zdrowych zmysłów, wszystkich pięciu? Z obu rąk i nóg? Z tego, że mam pracę? Że obudziłam się dziś w ciepłym łóżku i wypiłam gorącą kawę? Zamiast narzekać na popołudniową zmianę i późny powrót do domu, wolę docenić to, że mam cały poranek dla siebie i nie muszę się spieszyć jak co rano. Gdy przytłacza mnie liczba spotkań towarzyskich zaplanowanych w najbliższym czasie (a dlaczego tak miewam, o tym w moim poprzednim wpisie: Jestem introwertykiem), kierunkuję swoje serce na wdzięczność, że mam wokół siebie tyle bliskich osób, które chcą ze mną spędzić swój wolny czas. Każdy medal ma dwie strony.

Wdzięczność nie sprawi, że trudności znikną. Wdzięczność daje przeciwwagę tej stronie naszego umysłu, która podpowiada, że wszystko jest do kitu. Po prostu wnosi więcej radości do życia, pozwala spojrzeć inaczej, zachować pogodę ducha. Mnie bycie wdzięcznym pomaga w nieporównywaniu się z innymi i autentycznej radości z tego, ile dobra ich spotyka. 

Lubię też moment wieczorem, gdy siadam na pościelonym łóżku, przebrana w piżamę, gotowa do snu i próbuję przypomnieć sobie wszystkie dobre sytuacje, które mnie danego dnia spotkały. Dzięki temu zachowuję dłużej w pamięci miłe chwile, zwracam na nie większą uwagę (bo wiadomo, że w życiu jak to w newsach - najwięcej uwagi skupiają te złe). Zasypiam z lepszym nastawieniem i większą uważnością, z bardziej poukładanymi myślami. Właśnie, bo wdzięczność też pozwala być uważnym, to znaczy przestawić się z trybu działania na tryb bycia. Dodatkową korzyścią jest więc też odpoczynek ciała i umysłu.

Czy istnieje metoda na szczęście? Oczywiście, że nie. Każdy definiuje je inaczej. Bycie wdzięcznym to docenienie daru życia i zamiast gonitwy za tym, co ma przynieść mi abstrakcyjne poczucie satysfakcji, które wypala się, gdy tylko osiągnę kolejny cel - spełnianie marzeń z radością i spokojem, jednocześnie ciesząc się tym, co mam. Bo to już jest wystarczające.

Ściskam,
Kasia L.

4 comments

  1. Wdzięczność to taka prosta sprawa, a jednak trzeba być tytanem ducha i myśli, by po dwóch dniach jej praktykowania, o niej nie zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest takie kojące, że łatwo mi przychodzi (myślę że każdemu z nas) utożsamienie się z tym, co przeżywasz. Twoje opowiadania nie stanowią powielania mądrych słów o dążeniu do ideału, ale o codzienności pełnej zarówno zmagań, jak i pięknych chwil.

    Czytając te przemyślenia poczułem się lekko, jakbym odrywał już stopy od podłoża i na fali pozytywnych emocji wznosił się wraz z lekkością Twych opowieści. Dlatego postaram się zakotwiczyć choć przez chwilę przy rzeczywistości i podzielić się moją wdzięcznością - jestem wdzięczny, bo mogę zarówno oglądać Autorkę Wczesnego Ranka zarówno piszącą kolejne posty w domowym zaciszu, jak i śpiącą obok mnie.

    Za takie sytuacje wdzięczności nigdy za wiele!
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na tym mi zależy w pisaniu! Dziękuję, A., za najlepsze słowa wsparcia <3 Też jestem wdzięczna, że mam Cię na co dzień!

      Usuń